W lewo, w prawo i jeszcze raz w lewo

wtorek, marca 20, 2012 Kasia na Rozdrożach 0 Comments



Przyjeżdżając nad Bodeńskie możecie zostawić rady Waszych Mam i Babć w walizce i podchodząc do ulicy rozkosznie zamknąć oczka. W Szwajcarii pieszy ma zawsze pierwszeństwo na pasach i kierowcy naprawdę to respektują. Niesamowite, prawda? Chociaż w Kreuzlingen nie ma ani jednych świateł ulicznych (za to cała masa rond), to pieszy nie ma żadnych problemów z przejściem przez ulicę.
Wyobraźcie sobie taką sytuację: ciągnąca się setki metrów ulica, całkowicie pusta, pomijając jeden, wolnosunący samochód. Zbliżacie się do pasów, nie wiecie jeszcze, w którą stronę chcecie iść, właśnie próbujecie przejrzeć się w lusterku i odebrać telefon dzwoniący gdzieś w torebce, a on czeka! Podjechał do pasów i czeka. Trochę wkurzające, prawda?

Z kolei Konstanz sprawia wrażenie „normalności”, bo posiada światła uliczne, ale to złudne wrażenie! Mieszkańcy i turyści grają tutaj w niezwykłą grę pt.: Jak ominąć zielone swiatła? Wysoko punktowane jest przekroczenie ulicy na czerwonym świetle w pobliżu policyjnego radiowozu. Punkty za brawurę dostają szczególnie starsze kobiety i kontuzjowani, którzy ze swoim osprzętem (balkonikiem albo kulami) statecznie spacerują na drugą stronę jezdni. Oczywiście w najszerszym miejscu (bez pasów naturalnie) i jak najbardziej na skos. Na podziw zasługuje też zwinne manewrowanie między samochodami powoli ciągnącymi się w korku, ale ze względu na niewielkie niebezpieczeństwo, nie jest to zbyt wysoko punktowane.

I teraz wyobraźcie sobie, ile razy musiałam wyciągać Moje Kochanie spod rozpędzonej ciężarówki podczas naszej ostatniej wizyty w Polsce?





Przeczytaj również

0 Komentarze:

Drogi Czytelniku, zanim pobiegniesz dalej, pozostaw po sobie komentarz. Pozwól nam porozmawiać, inaczej ten wpis zostanie zwykłym monologiem. A mi zależy na Twojej opinii!