Kierunek Dubaj, czyli jak zostać szesnastą żoną arabskiego szejka

piątek, maja 04, 2012 Kasia na Rozdrożach 6 Comments




Gdy latem zeszłego roku Nuray oznajmiła, że wyprowadza się na drugi koniec świata, byłam niepocieszona. Nadeszła zima i moja Mysz Pustynna odleciała (przed odlotem wydała jeszcze pożegnalne przyjęcie, o roboczym tytule: stypa) do dalekiego Dubaju, aby stawić czoła nowym wyzwaniom zawodowym. Minął pierwszy dzień, minął drugi dzień… Trzeciego dnia nie wytrzymałam i sprawdziłam ceny lotów na koniec świata. Czwartego dnia wzięłam urlop i kupiłam bilety. 

 

W całej swojej naiwności myślałam, że o nic więcej nie muszę się troszczyć. Byłam w wielkim błędzie…
Dni przemijały, a ja manewrując pomiędzy zajęciami na uczelni i pracą, marzyłam o swojej wielkiej wyprawie. Podczas z jednej rozmów z moją Myszą zeszłyśmy na temat jej kuzynki, a dokładnie powodu, dla którego wspomniana kuzynka nie może jej odwiedzić. Kuzynka bowiem nie posiada ważnego paszportu. Usłyszałam to i zdębiałam. Poprosiłam o powtórzenie i zdębiałam jeszcze bardziej. A potem poszukałam numeru do konsulatu. Przygoda skończyła się dobrze, koszty nie były tak zawrotne jak te przedstawione na stronie konsulatu, Berno i tak zawsze chciałam zobaczyć, no i od czego jest paszport tymczasowy, jeśli na normalny nie wystarczy czasu!
Nauczona doświadczeniem zaczęłam rozmyślać, co by się jeszcze przydało. A może wiza? Nie, jesteśmy przecież w UE. A może jednak?
Jeśli patrzeć na prawo imigracyjne Zjednoczonych Emiratów Arabskich to Polska nie leży w Europie…
Znowu złapałam za słuchawkę. Wszystkie ambasady, jakie udało mi się osiągnąć (oczywiście nie było wśród nich ambasady Emiratów w Polsce) stwierdziły, że to żaden problem i powinnam zgłosić się do jakiegokolwiek biura podroży. Biura podróży stwierdziły również, że to nie problem, jeśli:
- kupię u nich bilety na samolot
- zarezerwuję u nich hotel
- mam szwajcarski/niemiecki paszport (nie ważne,  że te kraje nie potrzebują wizy ;))
Jednym słowem: bez szans.
Kolejna możliwość, jakże prosta: Osoba, którą odwiedzasz musi postarać się o wizę dla ciebie. Małe ale: osoba ta musi za ciebie poświadczyć, złożyć kaucję w wysokości 500 euro, no i przede wszystkim: BYĆ FACETEM.
Może są rzeczy, których jeszcze o mojej przyjaciółce nie wiem, co jednak wiem na pewno to fakt, że nie jest facetem. Jej trener jest, ale sam jeszcze nie osiadł w pełni legalnie, wiec odpada.
Co robić? I tu, mogę z czystym sumieniem polecić polską firmę: Odkryj Dubaj. Szybko, profesjonalnie i DROGO. Ale kto powiedział, że będzie tanio? ;)
Wspomniana firma daje gwarancję zwrotu podwójnej wpłaty, jeśli wizy nie otrzymamy. Tej gwarancji jednak nie mają kobiety poniżej 25 roku życia podróżujące samotnie. Prawdopodobne jest też, że ich wiza będzie droższa, jeśli już ją dostaną. I tak się zastanawiam, kto za tym wszystkim stoi? Arabskie małżonki? A może lobby polskich kawalerów?

PS. Wylot już za kilka dni, a ja chyba mam wszystko, czego potrzebuję!


Przeczytaj również

6 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Dziekuje i zapraszam do zagladania, beda zdjecia i relacja ;)

      Usuń
  2. No tak. Indywidualnie do ZEA jest mega dużo formalności, u nas na zorganizowanych na szczęście nie ma żadnego ryzyka nie wpuszczenia (nawet jak lecą 2 kobitki) i z wizami bez problemu... Takie rzeczy zawsze trzeba dokladnie sprawdzać, ostatnio znajoma leciała z Kolumbii do Polski, bilet za wielkie pieniądze, lot przez Portoryko i niespodzianka na lotnisku.... trzeba mieć wizę do USA bo Portoryko to prawie USA...... Nawet ja po 5 latach pracy w turystyce bym o tym nie pomyślała mowiąc szczerze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ajka, ja te bilety kupilam zupelnie sponntanicznie, wlasciwie chcialam tylko sprawdzic ceny. Okazaly sie byc o wiele nizsze niz przypuszczalam i przyzwyczajona do otwartej Europy zabukowalam. No a potem sie zaczelo :)
      I co ze znajoma? Udalo jej sie znalezc jakies rozwiazanie czy musiala wracac? Tez bym na to w zyciu nie wpadla :)

      Usuń
  3. Tzn. znajomej nie wypuścili w ogóle z Kolumbii bo od razu sprawdzili czy jest "przygotowana", więc wróciła do swojego faceta i kupiła kolejny bilet tym razem przez inny kraj, ale kilka tysięcy poszło w diabły...

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku, zanim pobiegniesz dalej, pozostaw po sobie komentarz. Pozwól nam porozmawiać, inaczej ten wpis zostanie zwykłym monologiem. A mi zależy na Twojej opinii!