Boso, ale w ostrogach, czyli Ruta de la Tapa!

niedziela, września 09, 2012 Kasia na Rozdrożach 2 Comments


Co roku planujemy coś innego: pustynie Maroka, wyprawę samochodowa wzdłuż francuskiego wybrzeża czy białe piaski Bali. Co roku lądujemy w Andaluzji. I jeszcze nigdy nie żałowaliśmy tej decyzji! Tegoroczna wyprawa na długo zostanie w mojej pamięci, przede wszystkim za sprawa naszej towarzyszki podróży, prześlicznie pozującej do zdjęć widzianych poniżej - mojej siostry Agaty. Chociaż już na samym początku wyprawy udało mi się osłabić jej siły, pozbawiając ją paznokcia (auć), była nieznużona w zwiedzaniu, poznawaniu i odkrywaniu, bez jednego słowa sprzeciwu. Do jedynych zgrzytów dochodziło przy stole, gdy ku naszej rozpaczy delektowała się spaghetti na tysiąc sposobów, skutecznie ignorując ośmiorniczki z grilla czy inne krewetki. No ale cóż, z tym da się żyć ;)




Ale, ale, o czym to ja chciałam? A właśnie, Ruta de la Tapa. To już nasza doroczna tradycja, podczas Festiwalu Trzech Kultur w przepięknej Frigilianie (najpiękniejsza wioska Andaluzji!). Zasady są proste, potrzebny jest kubek na napoje, mapa dla orientacji i dobre buty (ok, zdarza się, że buty nie wytrzymają i się po prostu rozsypia, ale najważniejsze jest przyjąć to z uśmiechem i iść dalej bez - czapki z głów, Agatko!). Uczestnicy mają za zadanie spróbowanie lokalnych specjałów w każdej z 20 (mniej więcej) knajpek na trasie, które rozrzucone są po całym mieście. 



Festiwal Trzech Kultur oraz Ruta rok w rok przyciągają więcej uczestników, zarówno miejscowych, jak i turystów. Do odwiedzin zachęca ich arabska muzyka, połykacze ognia, tancerki (i tancerze) brzucha, ogromna liczba kursów i występów, a także przepyszne lokalne specjalności.


Wszędzie wiszą głośniki, z których nieustannie rozbrzmiewa orientalna muzyka, a wiszące ponad wąskimi uliczkami płachty chronią spacerowiczów przed słońcem. 




Sama Frigiliana kotami stoi. Serio! Na każdym kroku spotkacie słodkiego futrzaka, który tylko czeka na porcję głasków i miłości. Znowu ważny powód, żeby się tam wybrać ;) Myśląc o Frigilianie staja mi przed oczami otwarte domy, ludzie, którzy pod naszymi oczami piszą sms-y, jedzą, oglądają telewizje, a my, chodząc miedzy ich wąskimi uliczkami, czujemy się jakbyśmy byli częścią ich życia. W tym roku doszło jeszcze jedno wspomnienie - moja siostra, która boso (lecz w ostrogach!) przeszła cała kilkugodzinna Rutę i ani razu nie marudząc, w pełni zasłużyła na swoja koszulkę!


Do zobaczenia, Frigi!


Dopisek: Dla zainteresowanych link do stronki festiwalu:
Mnóstwo fotek i filmowych relacji, polecam gorąco, zwłaszcza, że jest też wersja angielskojęzyczna.



Przeczytaj również

2 komentarze:

  1. Piszczę i płaczę czyli pip!
    Chcę tam teraz, zaraz, już i niepotrzebne mi inne Maroka!

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku, zanim pobiegniesz dalej, pozostaw po sobie komentarz. Pozwól nam porozmawiać, inaczej ten wpis zostanie zwykłym monologiem. A mi zależy na Twojej opinii!