Trzy lata i jeden dzień

piątek, listopada 23, 2012 Kasia na Rozdrożach 20 Comments


 Wychodząc z domu, nigdy nie wiemy, co może się przydarzyć albo kogo spotkamy na swojej drodze. Każdy dzień przynosi coś nowego. Pewien zimny, listopadowy wieczór przed kilkoma dniami przyniósł na przykład bardzo interesującą znajomość. Kale i Matthias już z daleka wyglądali interesująco. Poskręcany kij, tobołek, kominiarski kapelusz i sztruksowe dzwony – to nie karnawałowe przebranie, a ich strój, z którym nie rozstaną się jeszcze przez kilka lat. Kale i Matthias należą bowiem do Wędrujących Czeladników, czym kultywują tradycję niemieckojęzycznych krajów, zapoczątkowaną w mrocznym średniowieczu.  



 Aż do tego wieczoru uważałam, że to tradycja, która dawno wymarła, a opowieści o tzw. wędrownych latach można włożyć między bajki o smokach i królewnach. Jakże się myliłam!
Chociaż od XIX wieku nie ma już obowiązku „wędrówki”, niektórzy rzemieślnicy po zakończeniu nauki decydują się na jej odbycie. Powody są różne, jedni chcą kultywować starą tradycję, inni poznać kawałek świata, jeszcze inni zdobyć doświadczenie i sprawdzić, do czego są zdolni.



Wybierający się na wędrówkę muszą przestrzegać wielu reguł, spisanych nawet w kodeksach cechów. Chyba najważniejsza zasada mówi, iż taka wyprawa powinna trwać co najmniej 3 lata i jeden dzień, niektórzy decydują się nawet na jeszcze dłuższy okres czasu. Wędrujący czeladnik musi na własną rękę szukać pracy, noclegu i transportu – nie może jednak za nic płacić. Czasem śpi na ławce, czasem na statku, a czasem nawet w hotelu, jeśli trafi na miły personel. Pracuje w zawodzie, jako stolarz, cieśla, czy budowlaniec; oczywiście, jeśli znajdzie się dla niego miejsce. Pracuje i po góra trzech miesiącach idzie dalej, bo jego pobyt w jednym miejscu nie może tego okresu przekroczyć. Dokąd pojdzie, decyduje sam, jednak mapa, na której zaznaczony jest okrąg o średnicy 50 km,  podpowiada, w co najmniej jakiej odległości powinien się trzymać od domu.



Taki wędrownik nie ma domu ani dziewczyny, nie może widywać się z rodzina, ani używać komórki. Może za to zdobyć doświadczenie i przeżycia, których nikt mu nie odbierze.

A Wy? Wybralibyście się na taka „wędrówkę”? J




PS. Wszystkie zdjęcia pochodzą z Internetu

Przeczytaj również

20 komentarzy:

  1. Ciary mnie przeszły!
    I moja pierwsza myśl, że to jest takie... mormońskie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mormonskie mowisz? Czy ja wiem ;)

      Usuń
    2. No taka pierwsza myśl, zanim człek się w to wgryzie :)
      Opowiedziałam wczoraj M. o nich, też miał ciary :)

      Usuń
    3. Hhaha, nie masz pojecia, ile razy w ciagu tego spotkania wypowiadzialam slowo: niesamowite :)

      Usuń
    4. Chyba obie musimy popracować nad naszym zasobem słownictwa: jedna "ciary", a druga "niesamowite" ;D

      Usuń
  2. może jakiś czas temu tak, ale odkąd mam dziecko nie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, troche ciezko z dzieckiem na ramieniu zebrac o kolacje ;)

      Usuń
  3. kurcze, niesamowite, ja bym oczywiście nie poszła, bo jestem niestety francuski piesek, ale podziwiam takich ludzi... cudowne;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, francuski piesku :)
      Tez podziwiam, ale chyba tez bym sie nie zdecydowala ;)

      Usuń
    2. Magda, ubawiłaś mnie swoją autoironią, nie każdego na taką stać! :DDD
      Super!

      Usuń
    3. trzeba umieć spojrzeć prawdzie w oczy haha:)

      Usuń
  4. Niezwykłe. To dowód,że są jeszcze rzeczy na tym świecie, o których nie śniło się filozofom:)Fantastyczna sprawa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niesamowite, prawda? Nie uwierzylabym, gdybym nie widziala albo nie mogla tego np w necie sprawdzic :)

      Usuń
  5. Masz rację - niesamowite! Że jeszcze tam gdzieś są tacy ludzie... Aż ciężko uwierzyć!
    Hmmm, jeśli chodzi o taką podróż, ale tylko pod względem zwiedzania pięknych miejsc - to bardzo bym chciała...
    Ale musiałabym długo, bardzo długo, bardzo ale to bardzo się nad tym zastanowić... no i pewnie coś by się tam wynalazło na nie.
    No i na pewno takie ubranie nie wchodzi w grę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wlasnorecznie wystrugany kijek? ;);)
      Kurczem tez nie moglam uwierzyc, taki powrot do przeszlosci!
      A co do Twojego pomyslu, tez bym tak popodrozowala :))

      Usuń

Drogi Czytelniku, zanim pobiegniesz dalej, pozostaw po sobie komentarz. Pozwól nam porozmawiać, inaczej ten wpis zostanie zwykłym monologiem. A mi zależy na Twojej opinii!