Kreuzlingen: W mieście seksu i biznesu

poniedziałek, lipca 29, 2013 Kasia na Rozdrożach 38 Comments


Jako że kolejny dzień urlopu spędzam w pieleszech chorując, nie uraczę Was nowym, polskim postem, ale zaproszę na spacer po moim szwajcarskim Kreuzlingen. Żeby już na zawsze zerwać z krążącymi między Wami opiniami, że to jakaś wiocha, że koty tylko ulicami chodzą i w ogóle ;)

czosnek niedźwiedzi rządzi!
indyjskie i tamilskie specjały w irlandzkiej knajpie...
...która tak naprawdę jest typowym szwajcarskim "gasthausem"
szkoła
równe prawa dla rowerzystów
brama do parku nad Bodeńskim 
w zameczku znajduje się restauracja
kwitnące różowe kasztany
znowu zameczek
park daje wiele możliwości wypoczynku, tego bardziej aktywnego też
darmowe "psie" woreczki
lokalny festyn, kto znajdzie rodzimy akcent?
A zdjęcia zrobione na tym samym spacerze co te:
http://www.kasianarozdrozach.pl/2013/06/jak-sie-mieszka-w-kreuzlingen.html

Przeczytaj również

38 komentarzy:

  1. Dla mnie w sam raz. Bo czego więcej potrzeba do życia? Bardzo zielono, co pochwalam. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i nie zapominajmy o Bodeńskim w środku miasta i Alpach w pobliżu ;)

      Usuń
  2. Kasiu, piękny bardzo ten Twój Kreuzlingen .. podoba mi się, że wszyscy mieszkańcy poszli na kort pograć w tenisa ;^)) ... a no a tytułowy seks pod takimi kwitnącymi kasztanami to jest coś ;^)) .. zdrowiej Kasiu .. słoneczne pozdrowienia ! :^)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, wszyscy na kortach ;))
      Ale Ci się Piotrze te kasztany skojarzyły :D
      Pozdrawiam i dziękuję, mam nadzieję, że już mi się jutro polepszy

      Usuń
  3. Bardzo przyjemne miasteczko. Musi wyglądać cudnie jesienią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zima: http://www.kasianarozdrozach.com/2012/12/z-ostatniej-chwili.html
      Jesień: http://www.kasianarozdrozach.com/2012/10/a-pod-moim-oknem.html
      (No i oczywiście już niedługo będą tegoroczne, lepsze niż poprzednie ;)

      Usuń
  4. Nawet gdyby była to wiocha (choć nie jest) to cóż z tego? Ja tam wiochy i zapyziałe miasteczka bardzo lubię.
    Zaraz pomknę po linkach wskazanych, co by obdukcji szczegółowszej dokonać. Choć z kilku powyższych zdjęć widać, że to zacne miasteczko jest:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak troszkę z przymrużeniem oka, bo ja tę moją wiochę uwielbiam ;) A mieszkam pod samym lasem i krowy i lisy mam pod oknem ;) Ja się do jakiejś metropolii nie nadaję

      Usuń
    2. Domyślam się, że przymrużałaś:))) Metropolie is not for me too :)
      pozdrawiam Cię !!!

      Usuń
  5. Jeśli już wiocha to z pewnością cywiliowana i sprawiająca wrażenie przyjemnej ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja tu czekam na sex, drugs i rock and roll, a tu czerwone kasztany, no ja Cię proszę! A o której te zdjęcia były robione, w porze niedzielnego rosołu?! :D Podpuszczam Cię, piękne ujęcia, ja wprawdzie preferuję metropolię, ale jeziorka zazdroszę. Fajnie znów zajrzeć do Ciebie, zdrówka życzę!

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajny misz masz w irlandzkiej knajpce. :) Tez lubię mniejsze miejscowości, w sumie Belfast to hmmm dzika pipidówka w porownaniu z jakims cywilizowanym miastem w Europie. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie byłam nigdy w Belfaście, ale on ma prawie 300 tyś. mieszkańców, Kreuzlingen ma z 17 tyś., nie mam pytań :D

      Usuń
  8. Piękne zdjęcia! Jak już wspominałam, uwielbiam zieleń - chyba z dziesięć minut wpatrywałam się w te drzewa i zaraz oczy mi odpoczęły, że hej! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie i poproszę 10 zł za terapię! ;)

      Usuń
  9. Chętnie Kasiu przeszłabym się tą drogą ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie, ta Twoja wiocha, przypomina nasze pierwsze mieszkanie w Luton, tuz po przeprowadzce z Londynu, widok z okna byl niesamowity i to tyle:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strasznie ważne, żeby pod oknem jakoś fajnie było, co nie?

      Usuń
  11. Juz od jakiegos czasu moj C. mowi, ze w tym roku chce jechac na urlop nad lago di Costanza ja dopiero po kilku tygodniach zalapalam ze to lago di Costanza i jezioro Bodenskie, o ktorym czytam u ciebie to to samo miejsce. Jesli plan sie powiedzie, dopisze nam odrobine szczescia to pogladam te widoki na zywo :) Bede mogla skorzystac z woreczkow na psia kupe, ktore u mnie we wsi sa dokladnie takie same i moim zdaniem nie takie znowu darmowe skoro placimy co roku podatek za psa . Tropikalne pozdrowienia z Ticino :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj taak, to samo! W takim razie trzymam kciuki, żeby się udało!
      No masz rację, podatki płacicie, mi się jednak z Pl skojarzyło, gdzie i podatek się płaci i za woreczek płaci, chyba widziałam ostatnio automat - 2 zł za worek.
      Ooooch, Ticino, pozdrawiam!

      Usuń
  12. a gdzieś Ty ludzi pozamykała na czas tego spaceru? ani jednego nie widzę, ale może i są za tymi kasztanowcami :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj tęsknię za tymi krajobrazami... No i zameczek też by się przydał.

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku, zanim pobiegniesz dalej, pozostaw po sobie komentarz. Pozwól nam porozmawiać, inaczej ten wpis zostanie zwykłym monologiem. A mi zależy na Twojej opinii!