Liechtenstein, czyli najbogatsze państwo świata

poniedziałek, września 30, 2013 Kasia na Rozdrożach 38 Comments


Wciśnięte między Szwajcarię i Austrię, schowane wśród Alp, można je przeoczyć, jeśli się go nie szuka. Aż mnie świerzbią palce, żeby napisać, że to najmniejsze państwo świata, jednak nie byłoby to prawda. Chociaż bardzo, ale to bardzo, nie potrafię w to uwierzyć, istnieje jeszcze 5 innych, mniejszych państw. Niesamowite, prawda?

liechtenstein_vaduz

Liechtenstein mierzy w najdłuższym miejscu 24,77 km, w najszerszym 12,35 km. Oznacza to, że jest nawet mniejszy od kanaryjskiej wyspy Lanzarote, której długość wynosi całe 60km. Lanzarote – zwracam honor!

liechtenstein_vaduz

Jadąc w stronę Liechtenstein łatwo można się pogubić w temacie geografii politycznej, zły zjazd na rondzie i już stoimy pod austriackim przejściem granicznym. Wracamy i dalej jedziemy po Szwajcarii, mijając znaki drogowe zapraszające nas do zjazdu w stronę Niemiec, czy znowu Austrii. My jednak wypatrujemy tylko dwóch literek – FL, oznaczających księstwo Liechtenstein (Fürstentum Liechtenstein). I w końcu jest! Zjeżdżamy z autostrady i nagle… jesteśmy w Vaduz, stolicy państwa. Tak po prostu, bez pompy, bez przejścia granicznego, nawet tablicę informacyjną przeoczyłyśmy. Chcemy najpierw się rozejrzeć, poznać okolice, jedziemy więc przed siebie. Tu uniwersytet, tu McDonald´s, a tu upss… nagle znajdujemy się w sąsiedniej gminie, Triesen (jednej z jedenastu), po przejechaniu może 2 kilometrów? Wow. No nic, wracamy. W końcu dzisiaj sobota, 28 września, pora na odbywający się raz w miesiącu rynek wiejski (Bauernmarkt). W wyobraźni widzę te małe, wąskie uliczki w cieniu Alp, stoły zastawione dyniami, skrzyniami pełnymi winogron,  jabłkami, gruszkami, a może i jesiennymi truskawkami? 

liechtenstein_vaduz

Jak to zwykle bywa, rzeczywistość różni się zdecydowanie od naszych oczekiwań, a tych kilku stolików pod jakąś plandeką naprawdę nie można nazwać rynkiem. Dynie naliczyłam może dwie, do tego kilka słoików marmolady, jakieś stroiki robione przez dzieci, worek kartofli i to by było na tyle… A śliczne, wąskie uliczki? Trochę przeceniłam Vaduz, nie wiedziałam, czego się spodziewać, ale na pewno nie spodziewałam się jednej głównej ulicy mieszczącej wszystko, co najważniejsze (ratusz, muzeum sztuki, muzeum poczty i znaczków pocztowych, muzeum państwowe) pełnej fotografujących Japończyków i kilku pomniejszych ulic zamieszkanych przez trochę więcej niż 5 tysięcy Vaduzczyków.

liechtenstein_vaduz

Ok, widzimy, że nic tu po nas, zostawiamy samochód na podziemnym parkingu (w weekendy za darmo!) i ruszamy. Najpierw wspinamy się po wypielęgnowanych chodnikach, obok nas co rusz przejeżdża jakiś szykowny samochód, trąbiąc na zakrętach, aby zapobiec możliwej kolizji (bardzo możliwej, gdyż zakręty mają po 180 stopni każdy). W końcu docieramy do pierwszego celu naszej wyprawy – zamku, zamieszkanego przez książęcą, rządzącą rodzinę (Liechtenstein to monarchia konstytucyjna). Niestety (co wiedziałyśmy już wcześniej, ale mimo wszystko) nie dane nam było zobaczyć chociaż jednego ze 130 pomieszczeń należących do zamku. Nie dane nam było nawet obejrzenie należących do zamku ogrodów, gdyż cały teren zamknięty jest dla zwiedzających.

liechtenstein_vaduz

liechtenstein_vaduz

liechtenstein_vaduz

liechtenstein_vaduz


  Nic to, zostawiamy wypielęgnowane trawniki i drogi i wchodzimy w las, nadal się wspinając. Zmierzamy w kierunku kolejnego zamku, bardziej przyjaznego zwiedzającym. Tu ruiny zamku Schalun, zwanego również Wildschloss (dziki zamek). Znajdują się kilkaset metrów wyżej niż samo Vaduz i jeśli będziecie szli w jego stronę i po półtorej godziny myśleli, że ta droga nigdy się nie skończy, nie poddawajcie się, kiedyś się skończy!
        
Kocham stare mury, jest w nich tyle historii, tyle lat pełnych opowieści. A gdy zamknę oczy, widzę małą Ronję i jej zbójników. Czuje zapach pieczonego mięsiwa i ciepło paleniska. Otwieram oczy i widzę Ali jedzącą jajko i bułę z serem. Życie.

liechtenstein_vaduz

liechtenstein_vaduz

liechtenstein_vaduz

liechtenstein_vaduz

 Do miasta schodzimy inną drogą. Na początku jest stromo i trochę niepewnie (kamienie i korzenie), potem droga staje się przystępniejsza i prowadzi do… no właśnie, dokąd? Do małego domku nad wodą. Woda wygląda jakby żywcem wycieli ją z prospektu reklamowego o Karaibach, czy to naprawdę możliwe, że to przepompownia ścieków? Nie wiemy, idziemy dalej.  

liechtenstein_vaduz

Do miasta wchodzimy tym razem od innej strony, mijamy piękne posesje, winnice, tajemnicze ogrody. Chyba wyemigrujemy! W końcu 1/3 mieszkańców Liechtenstein to obcokrajowcy! Jest jednak małe „ale” – rocznie tylko 72 osoby (inne źródła mówią o 64) otrzymują pozwolenie na pobyt, szczęśliwcy wybierani są w drodze losowania. Dlatego zmiana planów, zagram lepiej w totka…

liechtenstein_vaduz

liechtenstein_vaduz

liechtenstein_vaduz

Przeczytaj również o mojej ostaniej wyprawie w Alpy:


Przeczytaj również

38 komentarzy:

  1. Fajnie, tak zielono i spokojnie. i te winogrona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zakwasy trzymaja juz drugi dzien, ale nic to, bede miala pupe jak jabluszko :D

      Usuń
  2. Otoczenie gór cudowne! Dziękuję za pokazanie tego miejsca! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Heh, to już wiem gdzie ten zameczek ze zdjęcia z Twojego wczorajszego FB :) Nie sądziłam, że Lichtenstein jest AŻ TAK mały :) A ta goła pani ze zdjęcia to kto to? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no wyszedl zamek z worka :) A pani nie znam, ale kazala Cie pozdrowic!

      Usuń
    2. Pozwolę sobie wtrącić się bo znam tę panią, to "Kobieta" Fernando Botero. Ja także pozdrawiam!

      Usuń
    3. I wszystko jasne :) Aż sobie pogooglowałam, żeby dokształcić się nieco o panu Botero :) Miło, że mnie pozdrawia i swoimi kształtami przypomina, żeby nie odpuszczać dzisiejszej sesji joggingu (co by nie wyglądać podobnie, powoli się zbliżam, heh) :P

      Usuń
  4. Oj, jak pięknie, takich krajobrazów strasznie mi brakuje. A już winnice! Po latach spędzonych na wzgórzach Frankonii i kolejnych w cieniu nadnekarskich Weinbergów czuję się dziwnie bez winnic. Ale nic to. W weekend wybraliśmy się na małe zakupy do Vaterlandu i drogą kupna nabyliśmy Federweisera. Takie małe wspomnienie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, w takim razie bede Cie zabierala w gory tak czesto jak sie da :))

      Usuń
  5. No ale powiedz, że prozaiczna buła z serem i jajko (ale bym zjadła jajko!) w takim otoczeniu nie smakują po królewsku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No smakuja, smakuja, ale proza az skrzeczy!!!
      Cho do mnie, dam Ci jajko :D

      Usuń
  6. Piękne zdjęcia i piękne miejsce, zachwyciłam się! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez, chociaz moje miesnie zaplakaly ;) Rowniez pozdrawiam i zapraszam ponownie!

      Usuń
  7. A mnie jakoś tak zachwyciły te zdjęcia - góry, winogrona, zamki, zwłaszcza te ruiny, taka cisza i spokój.. Niby małe, ale ma w sobie coś :)
    W najmniejszym państwie, w jakim byłam to Monaco - ale z Lichtensteinem różnią się od siebie jak niebo i ziemia! Myślę, że w "Twoim" państewku czułabym się lepiej niż w "moim" ;)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Monaco tez chetne bym odwiedzila, chociaz bylam kiedys pol dnia w Marbelli i to pewnie byl przedmak, chyba naprawde Liechtenstein fajniejszy ;)

      Usuń
  8. Wspaniale, że mieszkańcy Vaduz mają tak blisko nie tylko w góry, ale też za granicę :) Tylko pozazdrościć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak, czasem nawet sie nie zorientuja i juz sa "za granica" :D

      Usuń
  9. Ojej:) ależ cudne kolory! I ten błękit na niebie - poezja. Winogrona.
    Ale zamczysko bez smoka? Na wakacje poleciał? Skandal !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smokiem byla Ali jedzaca jajko (jak dobrze, ze nie rozumie slowa po polsku ;))

      Usuń
  10. Małe ale za to z jakimi widokami! Muszę poczytać o tym losowaniu, może w tym życiu jeszcze by mi się udało, hihi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, ale chyba potrzebujesz najpierw niezlego kapitalu, zeby sie w ogole moc zalapac na losowanie ;))

      Usuń
  11. Bardzo bym chciała w takim miejscu mieszkać. Lichtenstein jest w sam raz dla mnie - niewielki, ale piękny;-) Wszędzie blisko - rewelacja;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nie wiem sama. Pieknie tam, to fakt. Ale ten kraj jest tak maly, ze normalnie dostaje klaustrofobii ;)

      Usuń
  12. Uwielbiam czytać takie recenzjo-opisy podróż :) A to przedstawiłaś to w ciekawe sposób. Ale najlepsza część notki (dla mnie) to zdjęcia, są cudowne :)
    Liechtenstein był chyba do czasu najmniejszym państwem, tak mi się wydaje. Jak na takie małe miejsce na ziemi, piękne widoki mu przypadły.
    Pozdrawiam serdecznie! :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze cie, zapraszam w takim razie czesciej :)
      Oj tak, taki maly kraj, a widoki naprawde piekne. Moze i byl w jakims okresie najmniejszym panstwem na swiecie, trzeba bedzie poszukac w googlach ;)
      Pozdrawiam rowniez!

      Usuń
  13. w lichtenstein powiedzenie "o rzut beretem" nabiera bardziej wymiernego znaczenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha masz racje Lucy, mozna rzucic tym beretem od granicy do granicy ;)

      Usuń
  14. siedzę i podziwiam. Wgapiam się w ten monitor i wzdycham do zdjęć z górami w tle.. i tam mi dobrze z tego powodu :)

    OdpowiedzUsuń
  15. zachęciłaś mnie do odwiedzin, w sumie to sąsiedzi :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Zawsze chciałam tam pojechać. To chyba z miłości do wszystkiego, co małe. Ale jak to jest coś mniejszego? Co?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mnie odwiedzisz, to mozemy tam jechac :)
      A mniejsze sa: San Marino, Tuvalu, Nauru, Monako i Watykan :)))))

      Usuń
  17. Nie no fajnie, fajnie. Te cycki podwójne (nabrzmiałe?) interesujące. Teraz pytanie czy byłam, bo kwestia jest taka że miałam jakieś 12 lat i byłam na wycieczce objazdowej po południowej Europie, docelowo Włochy. No i byliśmy raz kiedyś wieczorem w jakimś państwie-mieście... Do wyboru mamy Lichtenstein lub San Marino. Obstawiałabym jednak to drugie ale gdybym bardzo się uparła... to można by powiedzieć że maybe, maybe.. Najważniejsze że dostałam wtedy gierkę! W Polsce dostępne wtedy były tylko ruskie "jajka" a ja miałam najprawdziwszą pachnącą zachodem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co... to sie nie liczy!!!! Wybacz ;)
      Ale co za gierke?? Co za jajo? Bo przeciez nie tamagotchi?

      Usuń

Drogi Czytelniku, zanim pobiegniesz dalej, pozostaw po sobie komentarz. Pozwól nam porozmawiać, inaczej ten wpis zostanie zwykłym monologiem. A mi zależy na Twojej opinii!