Jarmark Bożonarodzeniowy w Konstanz

środa, grudnia 04, 2013 Kasia na Rozdrożach 49 Comments



Zro­zumieli, że ideal­ny świat jest podróżą, nie miejscem. - Terry Pratchett


Niemcy to kraj, w którym narodziły się jarmarki bożonarodzeniowe. Ich długoletnia tradycja sprawiła, iż już w połowie października powoli zaczynamy przebierać nogami i czekać na rozbłyśnięcie pierwszych światełek. Bowiem rozpoczynające się pod koniec listopada jarmarki przecudnie rozpraszają zimowy mrok i ściągają do centrum miasta całe rodziny i grupy przyjaciół. Nie inaczej jest w Konstanz, dlatego panie i panowie, zapraszam do... grzańca!

Jarmark Bożonarodzeniowy to miejsce, w którym rozpoczynają się lub kończą wszelkie spotkania towarzyskie. Wyjście do kina, na kolację czy wieczorny poker - wszystko to jest pretekstem, żeby choć na chwilę wyskoczyć "do miasta". I nie, wcale nie po to, żeby się pokazać. Raczej po to, żeby naładować akumulatory, ucieszyć oko świątecznymi widokami, a gardło wszelkiego rodzaju ciepłymi napitkami. Żeby przypadkiem wpaść na dawno niewidzianą znajomą czy współpracownika, z którym zwykle nie zamienia się zbyt wielu słów. 

I to jest istota jarmarków, a ja muszę przyznać, że początkowo jej nie rozumiałam... Pierwsze odwiedziny na konstanckim Weihnachtsmarkt potraktowałam zadaniowo: chcę zobaczyć, dotknąć, zbadać. I co tu dużo mówić: rozczarowałam się. A bo śniegu brak, a bo zimno, a bo sprzedają jakieś kapcie i czapki, a nie tradycyjne, piękne ozdoby choinkowe. Dopiero po pewnym czasie zrozumiałam: na jarmarku liczą się tylko dwie rzeczy - nasze towarzystwo oraz napitki! Może właśnie uśmiechacie się pod wąsem, ale taka jest prawda: grzańce, poncze, czekolada "z prądem" nieodłącznie należą do zimowego repertuaru. Raz, że rozgrzewają, co naprawdę ma znaczenie, gdy chcemy kilka godzin pospacerować, dwa, że ich aromat i smak są jedyne w swoim rodzaju i każdemu potrafią poprawić humor ;)

Jeżeli akurat nie macie żadnego jarmarku pod ręką, a chcecie poczuć o czym mówię (albo przyjemnie zaskoczyć Waszych sylwestrowych gości - nasi byli wniebowzięci), spróbujcie przygotować FEUERZANGENBOWLE

Składniki (na 8 porcji):
2 litry wytrawnego czerwonego wina
500 ml soku pomarańczowego
1 pomarańcza
1 cytryna
1 laska cynamonu (można pominąć, jeśli ktoś uważa - słusznie - że cynamon to zuo)
6 goździków
4 szt. anyżu gwiazdkowego (jeśli mamy)
cukier w kostkach bądź w jednej, dużej kostce
300 ml rumu (najlepiej 54%)

Przygotowanie:
W garnku (możemy to zrobić np. na kuchence gazowej w ogrodzie) podgrzewamy czerwone wino, do tego dodajemy sok. Nie gotujemy. Dorzucamy owoce pokrojone w plasterki i przyprawy. Zostawiamy na trochę, aby się przegryzło.
I teraz potrzebujemy trochę inwencji. Ci, którzy podczas wojaży kupili zestaw do przygotowania Feuerzangenbowle po prostu kładą ustrojstwo na garnek. Ci, którzy się nie zaopatrzyli szukają czegoś, co się nada. Może to być mała kratka grillowa, sitko metalowe, cokolwiek, co tak łatwo nie spłonie. Kładziemy to na garnek, na to cukier (dlatego najlepszy jest taki w jednej, dużej kostce), na chochlę wlewamy trochę rumu, podpalamy i polewamy tym cukier, aż roztopi się do naszego napoju. 
Ewentualnie możemy nasączyć małe kostki cukru rumem i podawać każdemu osobno, tak jak na zdjęciu poniżej, jednak wtedy przydałby się specjalny kubek. 
My użyliśmy pierwszego sposobu, z kratką metalową i wszystko zadziałało idealnie. Będziecie eksperymentować? ;)

Zapraszam do obejrzenia zdjęć z mojego pierwszego w tym roku (ale nie ostatniego) jarmarku bożonarodzeniowego. Oczywiście w Konstanz. 


Symbol Konstanz - piękna Imperia

Historyczny Konzil, w którym odbywał się Sobór w Konstancji w latach 1414-1418




Grzaniec
Feuerzangenbowle

















Przeczytaj również

49 komentarzy:

  1. Miasto prezentuje się przepięknie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. tego mi brakuje po zakosztowaniu ubiegłorocznych, ale chyba poczekam na śnieg ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, jak ja bym na snieg czekala, to pewnie nawet na jednego grzanca bym sie nie zalapala :D

      Usuń
  3. O moja cudna Konstancja <3! Też mam ten czerwony kubek z Feuerzangenbowle :)! Ostatnio w KN byłam 3 lata temu i strasznie mi się za Jeziorem Bodeńskim tęskni. Mam nadzieję, że mój przyszłoroczny chytry plan wypali i uda mi się tam wrócić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie zycze Ci bardzo, bardzo, zeby wypalil :))

      Usuń
  4. Uwielbiam jarmarki. W ogóle wszelkiego rodzaju festy są przede wszystkim okazją do spotkania, pogadania, często na stojąco, dla mnie- o zgrozo. I tak jak nie lubiłam wystawać latem z kuflem piwa, tak, co dziwne, bo jestem ciepłolubem ergo zmarzluchem, uwielbiam stać z kubkiem grzańca czy "jabłecznika" z calvadosem. Uwielbiam, uwielbiam i, jak napisałaś, przy każdej okazji jesteśmy na jarmarku, licząc się z tym, że w grudniu wydamy krocie na te napitki. Ale warto! Dzięki za przepis. Nie omieszkam skorzystać, bo nie znałam tego napoju. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak czytam, czytam i mysle: hej, to ja! Latem musze koniecznie gdzies klapnac, a zima stoje i stoje w tym zimnie i jak juz nie moge, to po prostu zamawiam kolejnego grzanca :D
      Pochwal sie jak wyszlo, ale na bank pysznie! ;)

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Ja teeeez! I jak dobrze pojdzie, jeszcze kilka w tym roku odwiedze :))

      Usuń
  6. Cudnie tam u Ciebie w przedświąteczny czas! Pięknie ujęłaś na fotografiach magię świąt :)
    Mam zamiar (ale może wyjść różnie) wybrać się na holenderski jarmark świąteczny i jestem ciekawa czy będą polewać gdzieś grzańca. Mam wielką chęć na rozgrzewacze w płynie :p Jeżeli Holendrzy poskąpią, to przygotuję z Twojego przepisu w domku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje! Na pewno beda polewac, no bo jak inaczej? ;) A gdzie u Was taki jarmark, bo chyba nie wszedzie? A moj przepis powinnas tak czy siak wykorzystac, zima dluga ;)

      Usuń
  7. Ja tez chce, ja tez chce na jarmark swiateczny. Musz koniecznie na jakis pojechac w tym roku chocby nawet na ten do Lugano.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzięki za przepis na grzańca, spróbuję zrobić. Powiem Ci, że dla mnie niemieckie jarmarki są piękne, ale nieco przygnębiające. Może przez te ceny;) Ja chyba w końcu do Ciebie przyjadę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rob, rob, pyszny jest!!! Ojej, no jak przygnebiajace? Chyba naprawde tylko przez ceny, ale jest na to recepta: zrob wlasny grzaniec i wez termos ze soba ;) Wpadaj :D

      Usuń
  9. Przepiękne miejsce! Bardzo lubię wszelkiego rodzaju jarmarki. Czuć już świąteczną atmosferę :) A FEUERZANGENBOWLE nie przygotuję, bo źle się czuję po winie hahaha

    OdpowiedzUsuń
  10. Pięknie jest! Nabrałam ochoty na tego grzańca, chyba jutro po pracy go wykonam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pochwal sie jak wyszedl!!! I postaraj sie o publicznosc, bo fajnie to wyglada :))

      Usuń
  11. Feuerzangenbowle - bardzo dziękuję za przepis :^) ! świetne zdjęcia!
    bardzo piękny Weihnachtsmarkt ..melduję, że coś jakby chętnych na karuzele brak .. może za zimno :^))
    pozdrawiam bardzo ciepło :^)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo prosze i bardzo dziekuje :)))
      A no pewnie za zimno na karuzele albo po prostu dzisiejsze dzieciaki wola xboxa od karuzeli ;)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  12. Dobry przepis, polej no tu troszkę ;) A zdjęcia (niektóre) skojarzyły mi się z gdańską starówką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poleje jak przyjdziesz ;)
      A no w koncu gdanska starowka niemiecka je ;)

      Usuń
  13. Śliczne nocne zdjęcia zrobiłaś, jarmark jak widać cieszy się dużym powodzeniem. Osobiście uwielbiam grzańca, więc dzięki za przepis. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje slicznie! To bylo w tygodniu i cieszylam sie, ze ludzi tak malo :)) W weekendy to jest dopiero gesto :) Pochwal sie, jak wyszedl!

      Usuń
  14. Świąteczne jarmarki to moja ulubiona część Świąt hehe, a w Wiedniu na targach byłaś?? Kiedy do mnie na grzańca wpadniesz??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie bylam! Cholera ten Wieden za mna chodzi, kuzyn tam mieszka i marudzi, a i Ciebie bym przy okazji odwiedzila, hmmmm

      Usuń
    2. A ja byłam w Wiedniu. Dwa razy. W tym raz przez 5 dni. Normalnie miszczu :D

      Usuń
  15. "rozpoczynające się pod koniec listopada jarmarki przecudnie rozpraszają zimowy mrok" - dla mnie to wystarczające uzasadnienie ich istnienia :-). Przywiązuję bardzo dużą wagę do światła (lampy i lampki, świeczki i świeczniki, lampiony i co tam jeszcze istnieje), nie lubię ponurzastych ulic, szarugi, szaro-burości. Twoje pięęękne zdjęcia potwierdzają, że jarmarki i ich iluminacja genialnie rozpraszają zimowy mrok i czarują i kuszą :-). Jeśli dodać do tego doborowe towarzystwo i możliwość wypicia czegoś bezprocentowego, ale korzennego (no coś by się chyba znalazło?) to ja się pakuję ;-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje :* Faktycznie, ten szarobury okres bylby nie do zniesienia bez tych migoczacych swiatelek. Co do napojow bezprocentowych... no cos by sie na pewno znalazlo, np. taki poncz, malo korzenny, ale pyszny!

      Usuń
    2. :-*
      albo jaka kawa? bezprocentowa :-).

      Usuń
  16. Nie kłamałaś, jest przepis, od samych składników aż chce mi się takiego grzańca ;)
    Żałuje , ze tutaj nie ma takich jarmarków
    Pozdrawiam cieplutko Kasiu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jasne, ze nie klamalam :)) W ogole nie ma u Was? A to szkoda... Buziaki!

      Usuń
  17. Lubię takie jarmarki. Oj chyba się skuszę na FEUERZANGENBOWLE :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, widze, ze mnie teraz wszyscy bedziecie przedrzezniac ;) Ale przynajmniej zapamietacie nazwe ;)

      Usuń
  18. Smakowity i aromatyczny post! Zapach i smak ponczu az tutaj poczulam:)
    Niewazne, ile produktow mozna kupic, obejrzec, niewazne ile jest stoisk, wazne jest towarzystwo! Motyle w brzuchu i grzaniec w dloniach.
    Piekne miasto!

    OdpowiedzUsuń
  19. Marzyłam o jaramrku bożonarodzeniowym w Pradze w tym roku, ale się nie udało :( zazdroszczę Ci!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, to moze w przyszlym roku? A nie masz jakiegos innego w poblizu, chociaz namiastki? ;)

      Usuń
  20. Jak ja lubię ten klimat i to oczekiwanie na święta :) Kasiu fantastyczne zdjęcia. Idealnie oddałaś urok jarmarku :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Uwielbiam niemieckie jarmarki bożonarodzeniowe. Najmilej wspominam ten w Darmstadt, fajnie było też w Aachen i Kolonii, ale przyznam, że czekolady "z prądem" nie próbowałam, ani nawet nie widziałam. Zaciekawiłaś mnie tym trunkiem!

    OdpowiedzUsuń
  22. Piękne zdjęcia Kasiu. Atmosferę już mogę sobie tylko wyobrazić oglądając tak kolorowy kiermasz/jarmark bożonarodzeniowy. Mam nadzieję kiedyś wybrać się na taki właśnie przedświąteczny zakupoholizm :)))))

    OdpowiedzUsuń
  23. cudnie, cudnie! uwielbiam "światełka" :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Oj, brakuje mi tego. Czekam na zdjęcia z Esslingen. A FEUERZANGENBOWLE nigdy nie robiłam. Czas spróbować! Miłej zabawy na kolejnych Weihnachtsmarktach!

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku, zanim pobiegniesz dalej, pozostaw po sobie komentarz. Pozwól nam porozmawiać, inaczej ten wpis zostanie zwykłym monologiem. A mi zależy na Twojej opinii!