Jednodniowa wycieczka za Londyn

wtorek, października 21, 2014 Kasia na Rozdrożach 20 Comments



Do którego momentu możemy mówić o wycieczce „za Londyn”?  Trudno powiedzieć, czy jest to pięćdziesiąt kilometrów, a może sto? Na potrzeby tego postu stworzyłam własną teorie: jeśli dojazdy i rozrywki na miejscu nie trwają dłużej niż jeden dzień, możemy spokojnie powiedzieć, że jest to wypad „za miasto”. Chociaż, jak tak teraz myślę… na biwak tez jeździmy „za miasto”. No nic zignorujcie ten quasi-naukowy wstęp. To kompletne bzdury ;)


Z jednej strony 2,5-godzinna jazda samochodem (zwłaszcza, jeśli ten samochód trzeba najpierw wypożyczyć) to nie pikuś, z drugiej daje wam możliwość poznania Anglii autentycznej, trochę dzikiej i niesamowicie pięknej.  Część tej wyprawy zobaczyliście już w dwóch poprzednich postach: o krytej strzechą wiosce z jednym z najstarszych pubów w Dorset – West Lulworth oraz pięknym jurajskim wybrzeżu, które leży zaraz obok,  z jego słynnymi „drzwiami” Durdle Door.

Zajrzyjcie:







Dzisiaj zaproszę Was w trzy inne miejsca, wszystkie odwiedzone tego samego dnia. Relacja będzie wierna, choć mocno poplątana, dlatego na samym końcu wpisu zobaczycie jak najlepiej zaplanować taka wycieczkę i co gdzie znajdziecie.
Pomiędzy Londynem a hrabstwem Dorset, w Parku Narodowym New Forest natraficie na dzikie kuce. Ogromne przestrzenie, pokryte lawendą, są idealnym miejscem dla 3000 kucyków. Dla nas to idealna okazja by podziwiać naturę i te piękne zwierzęta w ich naturalnym środowisku. Internet mówi, że powinniśmy uważać, bo kucyki (najwyższe maja 148 centymetrów wzrostu) mogą być agresywne i niebezpieczne, jednak nie sądzę, że coś może się wydarzyć, jeśli nie będziemy ich prowokować. Ważne – koników nie można karmić, grozi za to wysoka kara.
Mnie najbardziej nurtowało pytanie, czy te kuce naprawdę są dzikie? I tu znowu warto zaciągnąć opinii Internetu. Koniki bowiem mają własną stronę, na której znajdziecie odpowiedzi na wszystkie nurtujące pytania.  I tak, koniki są dzikie, bo żyją dziko. Jednak są one pod opieką medyczną, mają również „właścicieli”, ale w ostateczności robią, co chcą od rana do nocy. Też bym tak chciała ;)





Kolejnym punktem programu były opisane w poprzednich wpisach West Lulworth oraz jurajskie wybrzeże przy Durdle Door. Jadąc dalej na wschód, dojechałyśmy do Poole.  Co można powiedzieć o Poole? A ze jest bardzo posh! I baaaardzo expensive. Mierzeja zwana Sandbanks to podobno czwarte miejsce na świecie pod względem wysokości cen ziemi. Imponujące, nieprawdaż?
A co my robiłyśmy w Poole? Właściwie chciałyśmy pozbierać mule na kolacje w płytkich wodach naturalnego portu (znowu coś, co występuje raczej rzadko), ale przeszkodził nam głód. Miałyśmy smaka na fish&chips i gofry, a Poole jakby wymarło. Chociaż to czerwcowa sobota, budki i knajpki pozamykane były na głucho. W międzyczasie zaczęło się ściemniać, a my gnane głodem wybrałyśmy się do Bournemouth. 







Bournemouth wyglądało na typowy kurort z klimatem, niestety na zwiedzanie miasteczka nie było już czasu.  Nasze kroki skierowałyśmy  w stronę plaży i po odmowie wpuszczenia nas  (nie ma miejsc, ani jednego!) udzielonej nam przez bardzo eleganckiego kelnera, który zdziwił się naszym wyglądem. Opatulone w co się dało (m.in. w koc), gdyż ochłodziło się porządnie, nie stanowiłyby chcianej i pożądanej klienteli. Czyli padło na fish&chips, które i tak już nam się marzyły. Znawczynie stwierdziły, że jadły już lepsze, ale ja byłam happy. Chrupiąca i świeża ryba z dużymi frytami, do tego sos tatarski, czego chcieć więcej?







A tu nasza trasa: Londyn -> New Forest National Park  -> West Lulworth -> Durdle Door -> Poole -> Bournemouth -> Londyn. Polecam!
 

Przeczytaj również

20 komentarzy:

  1. Po obejrzeniu Twoich zdjęć naTENtychmiast chce się bookować bilet i lecieć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Baaardzo mnie to cieszy :)) To tak jak mi po obejrzeniu Twoich zdjec natychmiast chce sie jesc :D

      Usuń
  2. dziękuję za tę podróż:) Anglia jakiej nie znam chociaż wielokrotnie bywałam już tam.. ale głównie w londyńskich metropoliach.. z Twojego postu już wiem ile straciłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cala przyjemnosc po mojej stronie! Ja tez znalam tylko Londyn i chociaz wiedzialam, ze reszta kraju jest piekna, to jednak... sie troche zdziwilam jak bardzo :)

      Usuń
  3. Ja też potwierdzam, że te okolice fajne są :) W Poor nie byłam ale widzę, że nic nie straciłam. W Bournemouth spędziłam dwa dni, małe miasteczko, sympatyczne, mi się podobało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mowisz o Poole? To fajne, klimatyczne miejsce, nie chcialam go anty-rekomendowac ;) A Bournemouth tez mi sie podobalo, tylko na jakies duze zwiedzanie juz czasu nie bylo :(

      Usuń
  4. Anglia coraz wyżej na mojej wirtualnej liście celi urlopowych w następnym czasie. Twój wpis tylko mnie w tym potwierdził!

    OdpowiedzUsuń
  5. Obłęd! Czy ja na pewno mieszkałam w Anglii? Tak... ale zwiedzałam głównie stacje metra ;-). Przepięknie, przepięknie i coraz większą mam ochotę wrócić tam i zobaczyć to wszystko, czegom zobaczyć jako studentka i full time worker w jednym nie miała szans. Zdjęcia - cudowne! To niebo, to niebo!!!
    Ps. Chcę być kucykiem! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach skad ja to znam! Przez lata studiowania i jednoczesnego pracowania malo widzialam Szwajcarii i Niemiec, za to duzo autobusow, pociagow i wnetrz ;)
      PS. Mozesz byc kucykiem, jesli chcesz!

      Usuń
  6. Zdjęcia z łodkami - przefantastyczne - uwielbiam jak niebo tak idealnie odbija się w wodzie :)))))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahah tez to lubie! Wrzucilam najpierw jeszcze wiecej zdjec, ale staram sie ostatnio ograniczac moje szalenstwo ;)

      Usuń
  7. Nie wiedziałam, że tak niedaleko od Londynu są tak piękne miejsca! Muszę się wreszcie i w tamte rejony Europy wybrać... Najlepsze fish & chips jadłam w Dublinie, ale wiadomo, że tego dania trzeba spróbować u źródła. :)
    Ps. Piękne zdjęcie tych zakochanych koni!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybierz sie, moge polecic z calego serca! Juz sama nie wiem, czy bardziej mnie do Londynu ciagnie, czy na angielska prowincje ;)
      Ciesze sie, ze zakochane koniki zauwazylas, tez mnie rozczulily :)

      Usuń

Drogi Czytelniku, zanim pobiegniesz dalej, pozostaw po sobie komentarz. Pozwól nam porozmawiać, inaczej ten wpis zostanie zwykłym monologiem. A mi zależy na Twojej opinii!