Weekend w Mediolanie

poniedziałek, grudnia 01, 2014 Kasia na Rozdrożach 33 Comments


Do Mediolanu trzeba dorosnąć. Lata świetlne temu odwiedziłam Wiedeń na jednodniowej wycieczce i od tej pory powtarzałam każdemu, kto chciał tego słuchać, jak nudne i naburmuszone jest to miasto. Stare mury i nabzdyczone pańcie w futrach rozprawiające z nabzdyczonymi gentlemenami przy filiżance kawy o operze. Gdybym wtedy odwiedziła Mediolan, na bank dołączyłby do Wiednia na czarną listę. Na szczęście... odwiedziłam go dopiero teraz!




Il Duomo (Katedra Narodzin św. Marii) 

Mediolan funkcjonował w mojej wyobraźni jako światowa stolica mody, miasto stare i eleganckie. Nigdy nie łączyłam tego wyobrażenia z tak bliskim mi geograficznie (odkąd mieszkam w Szwajcarii) włoskim Milano. Dopiero chęć spełnienia marzenia z dzieciństwa (Cirque du Soleil, który w ostateczności niestety mnie rozczarował) oraz fakt, że jadąc latem do Ligurii nie mieliśmy już czasu na zwiedzenie tego miejsca, sprawiły, że wybraliśmy się tam w przedostatni weekend listopada.




Pierwsze wrażenia



Do hotelu dotarliśmy dosyć późno, bo koło 20-21 piątkowym wieczorem. Specjalnie wyszłam wcześniej z pracy, żeby uniknąć korków w szwajcarskim tunelu Gotthard (wyobrażacie sobie stanie w kilkugodzinnym korku w tej 15-kilometrowej betonowej trumnie? Ja nie i dlatego zazwyczaj jeździmy przez tunel San Bernardino, co i Wam polecamy). Korki zaczęły się dopiero pod samym Mediolanem (piątek wieczór, nie byliśmy zdziwieni) i od razu wyzwoliły we włoskich kierowcach wszystko, co najgorsze. Trąbienie, zajeżdżanie drogi, wciskanie się i przejeżdżanie przez odgradzające pasy wysepki, a także komletne ignorowanie kierunkowskazu pokazały, że pojechaliśmy w dobrym kierunku. 
Sam hotel znajdował się w północno-wschodniej części miasta, 3,5 km od serca Mediolanu - katedry. Nawet bym go Wam poleciła, ale nie zasłużył ;) Właściwie nie mieliśmy wielkich planów na ten wieczór. Chcieliśmy zjeść coś ciepłego, napić się lampki wina i chłonąć atmosferę. Niestety, stało się inaczej. Metrem podjechaliśmy pod katedrę (imponujący marmurowy, zapierający dech w piersiach kolos, którego budowę rozpoczęto w 1386 roku i zakończono dopiero w latach 90tych XIX wieku) i rozpoczęliśmy marsz. Wielogodzinny. Bez celu. A raczej z jednym celem: zobaczyć wszystko! I może gdybyśmy zdecydowali się pójść w północno/wschodnim kierunku (patrząc na katedrę), udałoby nam się przysiąść w jednej z przyjaznych, niewielkich knajpek i w ten sposób uratować wieczór. 


Piazza dei Mercanti


My jednak wybraliśmy kierunek na zachód i zagłebiliśmy się w sieci eleganckich ulic z eleganckimi sklepami i jeszcze elegantszymi restauracjami. Do hotelu wróciliśmy w środku nocy głodni, przemarźnięci i zmęczeni. Udało nam się zasnąć mimo ścian i okien przepuszczających KAŻDY odgłos, a już o 6 zadzwonił telefoniczny budzik. Zamówiony? Może nie tak, ale nie przez nas. Tej nocy śniliśmy o raczej pustym, jeśli chodzi o turystów czy mieszkańców i bardzo pełnym jeśli chodzi o nagromadzenie pięknych historycznych budynków na kilometrze kwadratowym, centrum miasta. I bezdomnych śniących własną bajkę pod kapiącymi od złota i przepychu eleganckimi sklepami. I wszędobylskich sprzedawcach róż, którzy liczą na łatwy zarobek, zaczepiając każdą napotkaną parkę. I o pani prostytutce stojącej na rogu ulicy w pobliżu naszego hotelu, o której nogę prawie potknął się Philipp. I o jej koleżankach na kilku innych rogach. I o ogromnych reklamach świetlnych, które skutecznie przysłoniły bogato zdobiony łuk wejścia do Galerii Vittorio Emanuelle II, ściany katedry (!!) oraz historyczny budynek, w którym znajduje się McDonald i z którego piętra ma się podobno niezastąpiony widok na katedrę. I o prawie zupełnym zignorowaniu zbliżających się Świąt. Gdy w Zurychu rozpoczął się już jarmark bożonarodzeniowy, a ulice rozświetlone były milionem lampek, Mediolan w ogromnej większości ignorował jeszcze temat.



Piazza dei Mercanti

Drugie wrażenia



Ile ludzi! Plac katedralny i długa, pełna sklepów Via Dante prowadząca do Zamku Sforzów przepełnione były sobotnim przedpołudniem do niemożności. Panowie (stawiam na południowo-wschodnio-europejskie pochodzenie), którzy w piątkowy wieczór próbowali za pomocą bukietów czerwonych dopomóc zakochanym rozgrzać ich serca do czerwoności, z samego rana wyszli na ulice, żeby dalej sprzedawać. Tym razem plastikowe kijki mające pomóc samotnym w robieniu sobie zdjęć, tzw. selfie. Chociaż niekiedy na jednym metrze było ich trzech, nie byli oni specjalnie uciążliwi. W przeciwieństwie do przybyszy z dalekiej Afryki, rzucających nam na nadgarstek kolorowe sznurki i próbujących je na tymże nadgarstku umocować. "Mój przyjacielu, to za darmo, tylko dla ciebie, na szczęście". Jeśli dałeś się złapać - buliłeś. Wszędobylscy policjanci nie mieli z tym najmniejszego problemu. Dużo takich "przyjaciół" spotkacie w murach Zamku Sforzów. A już sama tylna brama to taki mediolański stadion narodowy ... Mimo tego... Zamek Sforzów powali Was na kolana. Ta forteca z połowy XV wieku zrobiła na mnie ogromne wrażenie. I chociaż nie umywa się ona do chociażby andaluzyjskiej Alhambry czy naszego zamku krzyżackiego w Malborku, spędziliśmy ze dwie godziny na jej dziedzińcach. Niestety nie wystarczyło już czasu na mieszczące się w środku muzea.





Kolejnym "must see" jest Piazza dei Mercanti - dawne, średniowieczne centrum miasta. Łatwo je przegapić biegnąć od katedry do kolejnych zabytków. Jeśli jednak wiecie, że znajduje się dokładnie za McDonaldem, na pewno ten plac znajdziecie (a jeśli wylądujecie w w tym burgerowym "raju", wychodząc tylnym wyjściem wylądujecie dokładnie tam!) Nie jestem ekspertem od architektury, dlatego oszczędzę Wam długiego wykładu. Ale ekspert czy nie, pokochasz ten plac! A może nawet spotkasz modelki w czasie sesji? W baardzo dziwnych pozach?




Lubię mieć dużo czasu na poznawanie danego miejsca, lubię być przy tym wypoczęta i nieograniczona przez pędzący czas. Z drugiej strony zdecydowanie wolę ekspresowy citytrip niż pozostanie w domu! I chociaż nie zobaczyliśmy wszystkiego, przeszliśmy kilometry rozkoszując się atmosferą miasta, zajrzeliśmy do wnętrza katedry (która zdecydowanie więcej oferuje na zewnątrz niż wewnątrz - może dlatego, że nasza własna, w Konstanz, jest już imponująca), byliśmy pod La Scalą i dokształciliśmy się w temacie sztuki XIX wieku w Gallerie d'italia piazza della Scala, przejechaliśmy się starym żółtym tramwajem, który wspinając mozolnie pod górę przywodził na myśl Lizbonę i jej tramwaje. Nie zobaczyliśmy... wiele, ale wszystko przed nami! A Wy możecie doczytać co przegapiliśmy (albo na co nie było po prostu czasu)  u Ewy na blogu.



Transport


Mediolan ma świetnie rozwiniętą sieć metro, autbusów i tramwajów. Przejazd metrem (z przesiadkami na inną linię w obrębie stacji) kosztuje 1,5 euro, bilet dzienny 4,5. Jeśli chcecie dotrzeć tam samochodem pamiętajcie, że autostrady są płatne. Od północnej granicy z Włochami zapłaciliśmy niecałe 4 euro, czyli tyle co nic (letni wypad do Ligurii był już droższy). Musicie jednak pamiętać o obowiązkowej winiecie, jeśli chcecie przejechać przez Szwajcarię, a ona kosztuje 40 franków rocznie. Do tego będziecie musieli zaparkować najprawdpodobniej na jednym ze strzeżonych parkingów (10-25 euro za dobę) i może się zdażyć, że utoniecie w czerwonej fali świateł drogowych i niekończącym się korku. Jeśli akurat nie mieszkacie w pobliżu, najlepiej będzie zabukować bilet na samolot. No chyba, że akurat jesteście na wakacjach w Szwajcarii (albo tu mieszkacie), wtedy macie możliwość skorzystania z niemieckiego odpowiednika Polskiego Busa (meinfernbus.de), który za 19 euro zawiezie Was z Zurychu do Mediolanu.



Jeśli chodzi o bilety na metro, obiło mi się o uszy (przeczytałam na automacie), że jest coś takiego jak bilet nocny. To dlatego bramki nie przepuszczały nas ze zwykłym biletem! Na szczęście wszyscy "strażnicy bramek" przepuszczali nas po prostu dalej, nie rzuciwszy nawet okiem na bilet. Taka podpowiedź dla dusigroszy, na którą wpadłam całkiem przypadkiem (prawdopodobnie udałoby się na jednym bilecie jeździć metrem w tą i z powrotem. Przez tydzień.) ;)




Jedzenie



Jeśli zależy Wam na porządnym śniadaniu w hotelu, możecie mieć problem. Oczywiście poza klasą budżetową ten problem znika, ale zakładam, że wiekszość czytelników nie chce wydać kokosów na nocleg. Większość hoteli (budżetowych) oferuje bardzo skromne, słodkie śniadania, z jogurtem z plastiku i rogalikiem z papierka. Nasz też to miał! Ale miał też kilka innych fajnych rzeczy. Warto zwrócić na to uwagę przy rezerwowaniu, jeśli zależy Wam na śniadaniu ;)


Przed-EXPO

Jeśli chodzi o jedzenie "na mieście", trochę daliśmy plamę. Widząc, co oferują pułapki na turystów w centrum, wybraliśmy się na wschód od katedry, szukając pewnej knajpki, której nazwy niestety nie pamiętam... Po drodze minęliśmy jednak wiele trattorii, kafejek czy przeróżnych piekarni, których ze świecą szukać w eleganckiej części miasta. Gdy w końcu dotarliśmy do wybranego miejsca, było już po 14.30. A to oznacza jedno - kuchnia zamknięta do 19.30, jak w wielu innych miejscach. Poratowała nas właśnie piekarnia.


Zamek Sforzów (Castello Sforzesco)
Wieczorem, zamiast czekać aż otworzą wybraną przez nas restaurację, zdecydowaliśmy się na aperitivo, które rozpoczyna się zazwyczaj już o 18. Wybraliśmy polecaną przey tripadvisor knajpkę samym kanałem Naviglio Grande i zapłaciwszy 10 euro za koktajl (są też miejsca, gdzie kosztuje to 8 euro) najedliśmy się do syta. Makarony, pyszna pizza margherita, antipasti, sery, i wiele innych, a na deser cudny budyń czekoladowy. Nie wspominając o tym, że koktajl też był pyszny i mocno uderzający do głowy. Jeśli chodzi o same kanały... Ktoś gdzieś porównał je z Wenecją. Nie sądzę, żeby to było trafne porównanie. Kanały wysuszone w całości, bądź w połowie, nie wyglądają zbyt fajnie (ale może mam zbyt wysokie wymagania żyjąc na styku Renu z Jeziorem Bodeńskim). Za to dzielnica, w której się znajdują jest żywa, pełna alternatywnych miejsc i wyluzowanych ludzi. Jeśli nie wiecie, gdzie spędzić wieczór w Mediolanie - wybierzcie się tam!
A jeśli macie ochotę na kawę, zróbcie jak mieszkańcy Mediolanu - zamówcie espresso przy barze, unikniecie wtedy przesolonych cen "za stolik".


Zamek Sforzów (Castello Sforzesco)

Tripadvisor


Mediolan zwariował na punkcie tego portalu polecającego wszystko i wszystkim. Galerie, hotele, zabytki i restauracje pooblepiane są napisami "polecane przez tripadvisor", a turyści chodzą z nosem wlepionym w smartfon i z szaleństwem w oczach wykrzykują: to musi być to, to polecał tripadvisor! I chociaż to całkiem praktyczne narzędzie, żeby się zorientować mniej więcej "co warto" w danym miejscu, nie powinniśmy ufać mu bezgranicznie. Całkiem niedawno w szwajcarskiej prasie ukazał się kolejny artykuł, jak ocenia się na takich portalach i czy tym ocenom można ufać. Był sceptyczny...


Zamek Sforzów (Castello Sforzesco)

Toalety!


Wybaczcie, że tak przyziemnie, ale nie pytacie się czasem w obcym miejscu, gdzie można by przypudrować nosek? Ewa we wspomnianej wyżej relacji skarżyła się, że w Mediolanie z tym krucho. My byliśmy raczej pod wrażeniem. Czemu? A no temu, że w samym Zamku Sforzów możecie za darmo przypudrować nosek. Pod samą katedrą macie Autogrill, który w sterylnych warunkach oferuje Wam możliwość przypudrowania noska za 50 centów, które możecie później wydać w ich sklepie/barze. No i jeśli wszystkie inne opcje zawiodą, zawsze pozostaje stary, dobry McDonald. 


Zamek Sforzów (Castello Sforzesco)

Podsumowanie


Mediolan nas oczarował. Nagromadzenie architektonicznych perełek zrobiło swoje. Niestety czasu mieliśmy zdecydowanie zbyt mało (niedziela była zaplanowana na występ oraz podróż do domu) i mam nadzieję, że kiedyś to nadrobimy. 2 tygodnie w tym mieście to prawdopodobnie za dużo, ale weekend od czasu do czasu? Koniecznie!
I chociaż na ulicach Mediolanu nie rozbrzmiewa na każdym kroku muzyka, a bywalcy kafejek nie zrywają się do tańca przy pierwszym takcie ulubionego utworu, jak Andaluzyjczycy... I chociaż brakuje mu uroku kolorowych włoskich miasteczek... Mediolan zdecydowanie zasłużył sobie na miejsce na Waszej liście "must see"!


Zamek Sforzów (Castello Sforzesco)


Zapraszam do obejrzenia reszty zdjęć!


Zamek Sforzów (Castello Sforzesco)

Zamek Sforzów (Castello Sforzesco)

Zamek Sforzów (Castello Sforzesco) - handel

Łuk Pokoju



Piazza dei Mercanti

Piazza dei Mercanti i bardzo interesująca poza

Piazza dei Mercanti

Piazza dei Mercanti

Piazza dei Mercanti

Il Duomo (Katedra Narodzin św. Marii) 


Il Duomo (Katedra Narodzin św. Marii) 

Il Duomo (Katedra Narodzin św. Marii) 


Galleria Vittorio Emanuele II
Galleria Vittorio Emanuele II


Przeczytaj również

33 komentarze:

  1. Widzę, że odwiedzaliśmy podobne miejsca :) Mnie Mediolan jakoś bardzo zachwycił. Nie chciałbym też spędzać tam np. tygodnia, bo moich 4 dniach wiem, że nie miałbym zbytnio niczego interesującego do roboty. Ale sam Mediolan warto zobaczyć. Co do Wiednia to jutro, u mnie we wpisie gościnnym będzie Wiedeń nienaburmuszony a przynajmniej tak mi się wydaje :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj mnie tez zachwycil! Chodzilam godzinami z otwarta buzia! Jednak rozumiem, ze niektorzy wola kolorowe wloskie miasteczka, czy pelne muzyki i tanca andaluzyjskie ulice. Zapomnialam rozwinac tej mysli we wpisie ;)

      Usuń
    2. Dopisalam ;) I czekam na Twoj nienaburmuszony Wieden ;)

      Usuń
    3. Mój i nie mój, ale już jest :)

      Usuń
  2. No właśnie zdania są bardzo podzielone jeśli chodzi o Mediolan i niestety więcej słyszałam tych negatywnych. Jednak Mediolan nadal jest na mojej liście. Od dawna zachwyca mnie cudowna katedra. Z Wiednia miałam podobne wrażenia chociaż może nie aż tak negatywne, ale odkąd zobaczyłam Berlin stwierdzam, że Wiedeń jest cudowny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez slyszalam mnostwo negatywnych, do tego jedno jedyne pytanie, jesli informowalam o naszej wyprawie: oooo, na zakupy jedziecie? Mimo wszystko Mediolan jest tak blisko... ze musielismy pojechac i bylam zachwycona! Chociaz przyznaje, ze sa miasta, gdzie jest wiecej rozrywek czy opcji ;)
      W Wiedniu mieszka moj kuzyn, a ja nadal odkladam, przesuwam, zmieniam plany... Sprobuje na wiosne!

      Usuń
  3. ;) w tej sytuacji pewnie i Wiedeń przydałoby Ci się powtórzyć ;)
    i zgadzam się najzupełniej, że zazwyczaj jest za mało czasu, ale tu pewnie i tydzień i miesiąc też byłoby mało ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, zdecydowanie! Jak juz wspomnialam wyzej, trzeba by w koncu kuzyna odwiedzic ;)
      Jesli chodzi o tydzien i miesiac... nie jestem pewna, czy po miesiacu w Mediolanie nie umarloby sie z nudow ;) Wydaje mi sie, ze weekendowe odwiedziny co jakis czas, czy okolo tygodnia na raz wystarczy w zupelnosci. Ale moze sie myle?

      Usuń
  4. Reklama kurtek na katedrze jest klasą samą w sobie!
    Może Wasze szczęście w metrze wiąże się z aparycją i uśmiechem, a już taki sprzedawca sznureczków czy róż zostałby wykopany z nieważnym na przejazd biletem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest jeszcze ogromna reklama samsunga, ktorej Wam oszczedzilam ;)
      Hmmm cos w tym moze byc, ale zalozylam, ze czytelnicy bloga nie beda brani za sprzedawcow roz ;)

      Usuń
    2. Wiesz, gdybym się mocno opalił, albo wysmarował palonym korkiem, na Bałkanach uszedłbym za autochtona ;)
      Tylko 3 dniowy zarost i gotowe.
      Teraz wiecheć róż pod pachę dla bogdanki i.. nieszczęście w mediolańskim metrze gotowe ;)
      Fajnie tak blisko mieszkać, że do Mediolanu na weekend można pojechać.

      Usuń
    3. Oj tam, jesli bys sie palonym korkiem wysmarowal, ale roz nie wiaz pod pache, to na pewno tez by przeszlo ;)
      No fajna lokalizacja, Wlochy, Francja, Austria blisko. Do Niemiec na piechote. Tylko na polnoc Polski czy na jakies Karaiby za daleko ;) No i loty z Zurychu sa po prostu skandalicznie drogie

      Usuń
  5. Mnie Mediolan nie zachwycił, ale ma swoje dobre i ciekawe strony. Bylam w nim 3 razy, za każdym razem w sumie przypadkiem a nie turystycznie, więc też nie widziałam tak dużo jakbym sobie życzyła. Ale było ok. Zmartwił mnie fakt, że rozczarował Cię Cirque do Soleil... szkoda :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko, mnie troche w sobie rozkochal, chociaz nie polecilabym go na dluzszy pobyt. Co do Cirque du Soleil, tez mnie to bardzo zmartwilo... ;) Nie wiem, od czego to zalezalo. Na poczatku siedzialam jak zahipnotyzowana z otwarta buzia, ale tak po 20 minutach napiecie opadlo, wyszedl jakis klaun, muzyka byla zbyt cicha i takie dziwne naglosnienie. Moze siedzielismy tez za daleko? A moze mialam troche inne wyobrazenia...

      Usuń
  6. Wiele osób twierdzi, że Mediolan jest mało ciekawy i brzydki, a ja mam przeczucie, że mnie również byłby w stanie oczarować. Twoja relacja to potwierdza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze sie baaaardzo :) Sa ladniejsze miejsca i miejsca, w ktorych zrelaksujesz sie bardziej i przezyjesz wiecej... ale mimo wszystko :)

      Usuń
  7. Jesteś prawdopodobnie pierwszą osobą - którą znam - której nie spodobał się Cirque de Soleil :) A Mediolan wygląda na typowy turystyczny moloch włoski. Miałam podobne wrażenia z Florencji. Mimo że była piękna i z przyjemnośćią bym tam wróciła, wolę spędzać dłuższą chwilę w mniejszych włoskich miastach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, bo ja jestem inna :) Ale tak jak pisalam wyzej Agnieszce, chyba wiele czynnikow sie na to zlozylo. Zle naglosnienie, ogromna hala, moze mniej ciekawe show i moje oczekiwania, ktore nie byly do konca prawdziwe.
      Co do Mediolanu, to faktycznie jest turystyczny moloch, jak wiele innych miast na swiecie, ale mimo wszystko jest jednak zupelnie inny niz male miasteczka i tez warto go (czy inne molochy) dla odmiany odwiedzic.

      Usuń
  8. Nie przepadam za wielkimi miastami, ale są wyjątki!
    Czy Mediolan do nich należy, nie wiem, nie byłem.
    Twoja prezentacja bardzo zachęca do odwiedzenia Mediolanu, może kiedyś się wybiorę... :-)
    Pzdr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam wielkie, tylko troche ponad milion ;)
      Tez nie przepadam (no dobra, Londyn kocham ponad wszystko!), ale na krotkie odwiedziny? Czemu nie?

      Usuń
  9. Chyba nie w porę zachciewało mi się do toalety, bo zawsze byłam akurat gdzieś, gdzie jej nie było. Poza tym możliwe, że to przez sierpień czy;li mocno urlopowy sezon dla Włochów. Mnie zaskoczył spokój tego miasta. W końcu to stolica mody, a nie sanatorium:) Fajnie, ze Ci przypadł do gustu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Booosz, ja sie tu produkuje, a Ty tylko te toalety komentujesz :D
      Hmm sanatorium, moze cos w tym jest?

      Usuń
    2. Każdy komentuje to co najbliższe jego sercu:)

      Usuń
  10. Byłam właśnie w tym roku w Mediolanie i miałam szczerze mówiąc trochę mieszane uczucia... Nie wiem, czemu, ale wydał mi się trochę takim mrocznym (?) miastem, nie wiem nawet jak to określić dokładnie. Brakowało mi w nim kolorów. Ale katedra oczywiście piękna i robi ogromne wrażenie, Spodobał mi się za to bardzo, bardzo uniwersytet, z tymi bielutkimi kolumnami, pięknym podwórkiem... w takiej atmosferze uczyłabym się z przyjemnością :)

    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm no faktycznie, nie nalezy on do najkolorowszych miast, ale "mroczne" miejsca tez lubie. Jesli tak na to spojrzec, to wszystkie angielskie czy szkockie miasta sa mroczne ;)
      A widzisz, na uniwersytet niestety nie dotarlismy. Ale mieszkamy naprawde blisko, wiec pewnie za jakis czas (jak bedzie cieplo!) powtorzymy wypad.

      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  11. Zawsze unikalam Mediolanu, chociaz bez wiekszego trudu moglabym wsiasc w samolot i za dwie godziny tam byc bez wikszego wysilku ani zbytniej straty w budzecie, ale zawsze wydawalo mi sie ze Mediolan musi bys strasznie nudny, nie widzialam zadnego zdjecia Mediolanu, ktore by mnie zauroczylo, az do teraz. Bardzo nagle zachcialo mi sie zobaczyc Mediolan na wlane oczy i gniazdo Sforzow (nie dziwie sie, ze z Alhambra Ci sie skojarzylo) i Piazza dei Mercanti i nawet prostytutki, a co mi tam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszeeeee sie niesamowicie :)
      Moze istnieja fajniejsze miasta, ale to nie znaczy, ze Mediolan trzeba traktowac po macoszemu :)
      Daj znac, jak sie wybierzesz! (I nie potknij sie o prostytutke ;))

      Usuń
  12. Kasiu dziękuję Tobie za zabranie mnie w to cudowne miejsce. Katedra Narodzin św. Marii robi wielkie wrażenie a i samo zdjęcie w sobie jest niesamowite :) Muszę powiedzieć, że świetny ten Twój blog! Życzę dalszego, owocnego podróżowania i zasypywania nas informacjami oraz zdjęciami dzięki którym będziemy mogli cieszyć oczy! :) - Adek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, takie komentarze moge otrzymywac codziennie. Dzieki!
      I obiecuje, ze bede zasypywac!

      Usuń
  13. Mediolan na pewno warto zobaczyć, ale naszym zdaniem jednak wystarczający będzie jeden dzień. W okolicy jest Bergamo i piękne miasteczka nad jeziorem Como. To też wspaniała architektura i jednak o wiele ciekawszy, bardziej kameralny klimat. Ale zapraszamy i do naszej odsłony relacji ze zwiedzania Mediolanu: http://lecebochce.pl/mediolan-w-jeden-dzien-lub-kilka-godzin/

    OdpowiedzUsuń
  14. Chciałam tylko uspokoić, że w samym tunelu Gotthard nie stoi się w korku :) Ruch jest tak kierowany sygnalizacją świetlną przed tunelem, żeby przejazd w tej "betonowej trumnie" był płynny. Ale fakt-przed Gotthardem korki nieraz potrafią być nieznośne.

    Interesujący wpis.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku, zanim pobiegniesz dalej, pozostaw po sobie komentarz. Pozwól nam porozmawiać, inaczej ten wpis zostanie zwykłym monologiem. A mi zależy na Twojej opinii!