Jarmark Bożonarodzeniowy w Gdańsku

piątek, stycznia 09, 2015 Kasia na Rozdrożach 18 Comments


Od dawna marzyło mi się Konstanz, albo jak kto woli (ten, który uważał w szkole): Konstancja. Piękne, historyczne miasto, ze względu na bliskość do Szwajcarii prawie nietkięte wojną, leżące nad trzecim pod względem wielkości jeziorem Europy - moim ukochanym Bodeńskim. 7 lat temu udało mi się spełnić to marzenie i chociaż od ponad 5 lat mieszkam po szwajcarskiej stronie granicy, to tak naprawdę Konstanz jest moją prawdziwą "wybraną ojczyzną". I chyba nie jestem w tym odosobniona. Szwajcarskie Kreuzlingen i niemieckie Konstanz funkcjonują w naszej świadomości jako jedność, oferując to co najlepsze w każdym kraju.

A dlaczego ten kierunek? Marzyły mi się Alpy i... prawdziwa zima! Taka ze śniegiem, zaspami i mrozem szczypiącym w nos. Różne kreatury zapewniały mnie, że tak to właśnie wygląda. Śnieg po pas, nieprzejezdne drogi i nadalpejski klimat. Dopiero na miejscu okazało się, że klimatowi bliżej do środziemnomorskiego niż alpejskiego, a śniegu uświadczę tylko od wielkiego dzwonu. No tak, bliskość ogromnego zbiornika wodnego, który całą zimę oddaje ciepło, ma nie tylko zalety...

Ale ja nie o tym. A może nie tylko o tym. Czemu jeszcze marzyło mi się Konstanz?

Z wielu powodów! Jednak jeśli chcemy pozostać w temacie zimy i pominąć milczeniem pobliskie Alpy, zostaje... jarmark bożonarodzeniowy! Te niemieckie jarmarki od dawna funkcjonowały w mojej świadomości jako coś wyjątkowo magicznego, wydarzenie, na które opłaca czekać się cały rok. Jarmark w Konstanz jest za to... po prostu ok. Na jedno stoisko z pięknymi bombkami przypada dziesięć z egzotycznymi lampami, kapciami z wełny lamy i węgierskimi langoszami (co robi węgierskie żarcie nad Bodeńskim??). I chociaż budki stoją w pięknym otoczeniu (Marktstätte, Stadtgarten i przystań), to odwiedza się je w głównie jednym celu: by wspólnie napić się grzańca. Grzańca białego czy czerwonego, grzańca z wkładką, grzańca skandynawskiego. To kolejna okazja towarzyska, która ze Świętami ma niewiele wspólnego. A co jarmark oferuje dzeciom? Małą karuzelę i bezalkoholowy poncz.

Co innego jarmark w Gdańsku... Odwiedzony po raz pierwszy w tym roku i pokochany! Chociaż wszędzie sprzedają tylko jeden rodzaj grzańca, gotowego z kartonu lub beczki... I chociaż budki z oświetleniem choinkowym i nie tylko powalają na kolana (i oczy) ogromem kiczu błyskających światełek we wszystkich kolorach tęczy. I chociaż śniegu też nie doświadczyliśmy... było po prostu wspaniale!

Gdański Targ Węglowy od 5 do 23 grudnia przekształcił się w prawdziwą krainę Świętego Mikołaja. Z lodowiskiem dla najmłodszym (sztucznym!!! znacie te dziwaczne płyty? my trafiliśmy na nie już latem w Maladze), altanką do wymiany gorących buziaków z wiszącą pod sklepieniem jemiołą i nawet żywymi reniferami (których osobiście nie widzieliśmy). Do tego piękne oświetlenie, udekorowana scena, na której ciągle się coś działo i... pierogi! Moje ukochane z kapustą i z grzybami, z mięsem czy ruskie. I oczywiście te ze szpinakiem, za które pani wyławiająca je chochlą z wielkiego gara w niewielkiej ciężarówce (foodtracku?) dałaby się pokroić. A raczej odciąć sobie obie ręce, jeśli komuś by nie smakowały. 
I grzaniec, tak z niemiecka zwany przez moją siostrę Gluśwein (bo to przecież to samo, co Glühwein). 
I tron Świętego, na którym świetnie robi się zdjęcia. I sam Święty, który podobno codziennie był obecny. I choinka wyglądająca jak sen szaleńca udekorowana ozdobami stworzonymi przez dzieci.

I wiele, wiele innych atrakcji, które czekają na Was już za 11 miesięcy w Gdańsku!

PS. A czego Philipp nauczył się w Polsce? Na przykład okrzyku: "fajnie, nie?" i nazywania Glühwein gluśweinem. 








Moi modele: Agata i Philipp











Przeczytaj również

18 komentarzy:

  1. Od dawna Gdańsk chodzi mi po głowie, chociaż przyznam, że bardziej wolałabym pojechać tam latem. Robiliśmy już kilka razy podejście, ale za każdym razem porażają nas ceny hoteli i często wybieramy się gdzieś znacznie dalej, a cenowo wychodzi na jedno. Straszne to jest.
    Jarmark rzeczywiście wygląda bardzo zachęcająco. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam bardzo mocno, mam nadzieje, ze w koncu sie uda. Lato to lato, ale musze powiedziec, ze w grudniu tez warto!
      Nie mysleliscie, zeby zarezerwowac nocleg gdzies w pobliskich miejscowosciach? Na pewno bedzie taniej

      Usuń
  2. W Gdańsku bywam dość często, ale głównie latem, czasem jesienią. Lubię takie wypady ot po prostu na kilka dni m.in. dlatego, aby znaleźć się nad morzem. Na jarmarku w Polsce nie byłem, bo na chwilę poleciałem do Brukseli - na jarmark :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale jak na chwile? Miales tak duzo czasu! :)
      Gdansk lubie bardzo, wpadam nie za czesto, bo daleko mam teraz troche ;)
      Ale bardzo mi sie ten jarmark podobal!

      Usuń
  3. Aaaaaa... Ja nie mogę, jak fajnie!!! Aż mi ciarki przechodziły jak czytałam a potem oglądałam zdjęcia. Wiesz, bo to jest chyba troche tak ze domowe klimaty jakie by nie były to zawsze sa jednak troche lepsze ;) przynajmniej ja tak mam. Sentyment jest w każdym razie! I pierogi!! I a na langos czekam cały tok, bo w Szwecji tez sa ;) ciekawe co na to Węgrzy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, ciesze sie, ze sie spodobalo ;)
      Z tymi klimatami to nie wiem. Wiadomo, pierogow nie uswiadczysz na kazdym kroku, ale Konstanz to moj dom ;) Gdansk z kolei nigdy nim nie byl... ale ma pierogi :D
      Ja tego langosza jakos nigdy jeszcze nie sprobowalam, a nasz "krewny" z Budapesztu dziwil sie troche, jak je zobaczyl.

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Blyska tak, ze az czasem w oczy razi. Ale wlasnie, swietny klimat, przyjaznie, kolorowo i pomyslowo.

      Usuń
  5. CUdny klimat światecznego zgiełku po zmroku....no i te pierogi.....rany!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pyszne! I tylko nieszczesliwa bylam, gdy naszla nas ochota na druga runde, a moje z kapusta i grzybami juz wykupili :(:(
      No i te swiatelka wszeeeeedzie :)

      Usuń
  6. mnie polskie jarmarki nie kręcą. polacy chyba nie wiedzą, co do czego, śmierdzi komercją i wygórowanymi cenami. ale wartość wizualna nie do przecenienia. ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lucy, ja nie wiem, czy mnie kreca, bo nie bywam. Komercja i wygorowana ceny to domena wiekszosci europejskich jarmarkow. Gdansk za to naprawde mial jakis pomysl, aktrakcje, koncerty, zabawy dla dzieci itd. Serio, nie moge sie nachwalic

      Usuń
  7. jak fajnie Kasia .. śliczna relacja .. no i Twój Philipp fajny chłopak mógłbym pomyśleć, że snowboardzista na chwilkę odpoczywajacy od 'Half-Pipe' :^) ... a siostra śliczna wiadomo tak jak jej siostra :^) .. i widać, że zbójnicki grzanc (gluśwein) aż w dwóch kubeczkach :^)

    pozdrawiam bardzo ciepło w Nowym Roku :^)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piotrze, Ty to dla kazdego znajdziezs mile slowa! (I nie tylko dla mnie, ale nawet dla moich towarzyszy :*) A dwa kubeczki sa lepsze niz jeden, jesli gluswein taki pyszny ;) I ogrzewajacy!

      Pozdrawiamy!

      Usuń
  8. Fajnie oddałaś klimat! Coś czuję, że następny urlop w PL to będą właśnie okolice Gdańska, choć niekoniecznie zimą ;) Pierogi w końcu smakują o każdej porze roku! Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdansk jest fajny! I nasze morze, i Kaszuby, i Mazury, cala polnoc ;)
      Co do pierogow, zgadzam sie zupelnie!

      Usuń
  9. Uwielbiam takie jarmarki, byłam tylko w Krakowie co prawda, ale kilkukrotnie :)
    Mają klimat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei krakowskiego nie znam, ale gdanski moge naprawde polecic, bo wlasnie klimatu mu nie braklo :))

      Usuń

Drogi Czytelniku, zanim pobiegniesz dalej, pozostaw po sobie komentarz. Pozwól nam porozmawiać, inaczej ten wpis zostanie zwykłym monologiem. A mi zależy na Twojej opinii!