Dublin - Docklands

poniedziałek, kwietnia 13, 2015 Kasia na Rozdrożach 18 Comments



Trzeci poniedziałek kwietnia to dla mieszkańców Zurychu (samego miasta, mieszkańcy kantonu Zurych i reszty Szwajcarii muszą obejść się smakiem) to okazja do wyrwania się z pracy już w południe i oficjalnego pożegnania zimy - palenia bałwana.



Ja zimę już dawno pożegnałam, więc pognałam do domu, żeby:
a) troszczyć się o połamanego
b) gotować obiad, bo jedną ręką mu nie wychodzi
c) skończyć nowy wpis dla Was. 

Niestety, wszystkie odpowiedzi są właściwe! ;)

Ale do rzeczy, zabiorę Was dzisiaj do dublińskich doków. Wiadomo nie od dziś, że ciągnie nas w stronę wody, dlatego nikogo chyba nie dziwi, że wyszukane na Airbnb mieszkanie leżało zaraz obok rzeki Liffey, niedaleko portu, w bardzo modnej w ostatnich latach dzielnicy - Docklands. Ogromne inwestycje i wciąż dopasywane i poprawiane plany zabudowy terenu sprawiają, że stare doki, wcześniej siedziba biedoty, stała się bardzo modną częścią miasta. Biedota została wyparta przez młodych, pięknych i profesjonalnych, typowe, przemysłowe i portowe budynki przez szklane domy, małe chyboczące się sklepiki przez świetnie wyposażone supermarkety. Dodać do tego apartamentowce z portierem, minimalistyczne knajpki z sushi, sztukę wpisującą się w styl okolicy i już mamy pełen obraz doków. Doków, które wylądowały (z hukiem!) w XXI wieku. 

Na zdjęciach zobaczycie figury upamiętniajace wielki głód, który nawiedził Irlandię w latach 1845-1852. Wtedy też z życiem pożegnało się 12% populacji kraju, około miliona osób. Kolejnym symbolem tej tragedii jest replika statku Jeanie Johnston służąca teraz za muzeum. Oryginał uratował wiele ludzkich istnień kursując z Irlandii do ziemi obiecanej, Ameryki Północnej. 
Na dwóch zdjęciach zobaczycie symbol kapitalistycznego świata. Imponujący budynek banku, wyglądający jakby zbudowano go z kilku kryształowych piramid. Podczas wieczornych spacerów próbowaliśmy zajrzeć do poświetlonego biura znajdującego się na samym czubku środkowej i najwyższej piramidy i snuliśmy opowieści, który z możnych tego świata (pamiętacie wujka Sknerusa z Kaczek?) spogląda właśnie na Dublin z góry i podejmuje decyzje o ogromnym znaczeniu. Albo współczuliśmy bankierowi-pracoholikowi, który na pewno nie ma nikogo ani nie znajduje czasu na spacer po dublińskich dokach. Zależnie od nastroju, historii było kilka. 

A jeśli chce Wam się trochę liczyć, na 3 i 4 zdjęciu od końca zobaczycie budynek (ten po lewej), w którym mieszkaliśmy. Wybór idealny: blisko do portu, blisko do lotniska i blisko... do centrum. Z Docklands bez problemu dotrzecie do imprezowej dzielnicy Tample Bar, spacerem nad Liffey. I nie zdziwcie się, jeśli ten spacer będzie atrakcją wieczoru. A nie setki miejscowych oraz turystów balujących jakby jutra miało nie być.

Jak zwykle, miłego oglądania zdjęć, a ja już naprawdę muszę zabrać się za obiad ;)

















Przeczytaj również

18 komentarzy:

  1. Jezu a gdzie sa CZLOWIEKI ?KASIU POZDRAWIAM p.Gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, czlowiekow pochowalam, jak to ja :D Jakby sie przyjrzec to troche tych "mrowkow" na zdjeciach jest. Z drugiej strony wiekszosc zdjec z Wielkiego Piatku i faktycznie spokojniej bylo

      Usuń
  2. Dokładnie 10 lat temu szłam tą samą drogą :) Nawet mam zdjęcie przy figurach, ale głupie miny stroje na nim. Nie wiedziałam, że one upamiętniają tragedię :/ A stoi tam jeszcze gdzieś w okolicy wielki pomnik marynarza? Z nim tez mam głupie fotki ;)
    Za mało zieleni w tym Docklands :)
    Obiadek dobry zrobiłaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nic nie mówię kochana, ale chyba nie myślałaś, że one przedstawiają coś radosnego? :P
      Ten marynarz pewnie gdzieś stoi, ale przegapiliśmy.
      No masz rację, zieleni mało, chociaż jak te drzewa przy ulicy się zazielenią? No i są też małe pochowane skwerki dla mieszkańców i pracowników.
      Obiadek był dobry ;)

      Usuń
  3. Ciekawe! Sczególnie, że niedługo wybieram się do Dublina :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! Postaram się wrzucić jeszcze coś z praktycznymi informacjami, chociaż Dublin jest raczej "prosty". W razie pytań, zgłoś się :)

      Usuń
  4. Policzyłam:) Fajne miejsce do zamieszkania, bo z balkonami, więc można wieczorkiem odpocząć przy lampce wina i podziwiać Dublin z góry:)
    Niesamowite, a ja myślałam, że to tylko ja i moja rodzinka mamy tendencje do przyklejania historii napotkanym na wyjazdach ludziom;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beata, jest nas więcej ;)))
      Co do balkonu to nasz wychodził akurat na wewnętrzny, baaardzo zielony dziedziniec, z pluskającą wodą i innymi bajerami. Ech, chyba nawet zdjęć nie mam, ale widok bardzo pasujący do wieczornego wina (niestety, jak już dotarliśmy, padaliśmy z nóg ;))

      Usuń
  5. Trochę te rzeźby przerażające! ;D
    Ale mosteczek b. fajny :) i rzeczka :) i ogólnie coś czuję, ze było super-owo! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz racje, te rzezby hipnotyzuja!
      Bylo, bylo, dobrze czujesz ;)

      Usuń
  6. Ładnie, chociaż bez ludzi trochę przerażające, jak po jakimś kataklizmie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wygląda zupełnie jak Liverpool z moich wspomnień ;)

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku, zanim pobiegniesz dalej, pozostaw po sobie komentarz. Pozwól nam porozmawiać, inaczej ten wpis zostanie zwykłym monologiem. A mi zależy na Twojej opinii!