Mitologizacja atrakcji turystycznych

środa, marca 22, 2017 Kasia na Rozdrożach 7 Comments



Najpiękniejsza podróż, którą do tej pory odbyłam? Zdecydowanie Zanzibar. Prysznic pod gołym niebem, hamaki, idealny klimat, egzotyczne owoce na śniadanie i bardzo mocne pływy, umożliwiające zależnie od pory dnia snorkowanie lub spacery daleko w morze. To na południu. Plaże jak z obrazka, mocne wiatry, surfing i wieczorne imprezy - to wschód.

The Rock, Zanzibar, Tanzania - udostępnione przez Agnieszkę Bauza

Jak tam trafiłam? Można by powiedzieć, że przez przypadek, bo o Zanzibarze nie wiedziałam wtedy jeszcze zbyt wiele. Wiedziałam za to, że symbolem wyspy jest… restauracja. Śmieszne? Śmieszne! I chociaż restauracja podczas przypływu jest dostępna tylko łódką, i chociaż stoi na skałce w morzu, to jednak jest i pozostanie tylko restauracją.

The Rock, Zanzibar, Tanzania - udostępnione przez Agnieszkę Bauza
Nawet ją odwiedziłam, jasne. Zrobiłam kilka zdjęć, które zniknęły gdzieś w niebycie razem z kartą, na której były. Czy ta restauracja, znana pod nazwą The Rock, wpłynęła w jakikolwiek sposób na mój odbiór tej wyspy? A może sprawiła, że z tęsknotą myślę o kolejnej wyprawie do raju? Zdecydowanie nie. Czy jednak w ogóle wybrałabym się na Zanzibar, gdyby nie The Rock? Nie wiem. Wiem, że te wyfotoszopowane sweet focie z restauracją na skałce siedziały gdzieś z tyłu mojej głowy i domagały się zweryfikowania ich w rzeczywistości. Bo w końcu szukałam raju.

The Rock, Zanzibar, Tanzania - udostępnione przez Agnieszkę Bauza
Nie chciałam jeździć, zwiedzać jak szalona, przeżywać setek przygód, chciałam rajskich plaż, słońca i spokoju, którego nie dałyby mi betonowe hotele gdzieś w Meksyku. I wtedy zaczęłam szukać informacji. O wyspie, jej mieszkańcach, infrastrukturze. Zaczęłam szukać domków na plaży i biletów lotniczych. 
Wszystko to przez jedną cholerną restaurację gdzieś na końcu świata, do której w ostateczności nawet nie weszłam, bo w ogóle nie czułam takiej potrzeby. 

Durdle Door, Dorset, Anglia - alternatywa dla Azure Window

Zawalenie się Azure Window na Malcie spowodowało wysyp zdjęć na mojej facebookowej tablicy. Profesjonalni i amatorscy fotografowie prześcigali się we wspominkach, ile razy widzieli, ile razy sfotografowali. Blogerzy płakali, gazety stwierdziły: Malta straciła swoją największą atrakcję. Serio? Czyli obojętny jest śródziemnomorski klimat, piękna architektura, mili ludzie i pyszne jedzenie? Natura zmieniła ukształtowanie terenu (nic nowego, prawda?), obaliła skałę, która miała nietypowy kształt, płaczmy więc? Przestańmy odwiedzać Maltę?

Durdle Door, Dorset, Anglia - - alternatywa dla Azure Window

Szaleńcy, pomyślałam w pierwszej chwili. W drugiej przyszedł mi na myśl mój zanzibarski The Rock. Może po prostu tak już jest, że w natłoku informacji potrzebujemy symboli i skrótów? Malta - Azure Window, Zanzibar - The Rock, Paryż - wieża Eiffla, Londyn - Big Ben? Chowamy miejsca do szufladek oznaczonych symbolami, żeby w każdej chwili móc do nich zajrzeć. Jednak dlaczego nie zostaniemy przy tym? Czy potrzebne nam magnesiki z Big Benem i zdjęcia Azure Windows, które wyciągniemy przy każdej okazji, by pokazać - byłem tam? Czy naprawdę ma sens sprowadzanie całego kraju do jednego, jedynego symbolu? Skały? Budynku? Rzeźby?

Durdle Door, Dorset, Anglia - alternatywa dla Azure Window

I czy naprawdę musimy wejść na wieże Eiffla odwiedzając Paryż albo przejechać się London Eye w Londynie? Bo należy?

Londyn, Anglia







Tyle pytań, odpowiedzi zostawiam Tobie, drogi Czytelniku ;)


Przeczytaj również

7 komentarzy:

  1. Nie masz czego żałować, że nie weszłaś do The Rock - jedzenie jest drogie i bardzo przeciętne. A co do symboli - no cóż, z jakiegoś powodu stały się symbolami i ja zawsze chce te symbole zobaczyć, by przekonać się, co przyciągnęło do nich tylu ludzi. Póki co chyba się nie rozczarowałam (samymi symbolami, bo tłumy wokół potrafią być męczące), a na Wieżę Wiffla musiałam wjechać, bo uwielbiam patrzeć na okolicę z góry, a trudno o lepszy punkt widokowy na Paryż chyba :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wieżę Eiffla oczywiście, co za głupia literówka :D

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja będąc 2 razy na Malcie ani razu nie odwiedziłam Azure Window, tak, jak w Paryżu nie weszłam na Wieżę Eiffla. Czy teraz już nie warto lecieć na Maltę? Ja wolę podążać za klimatem danego miejsca. Świat to jednak coś więcej, niż kilka symboli.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawy post i spojrzenie na zwiedzanie i te wszystkie "must see". Ja sama lubię zarówno odkrywać jakieś mało turystyczne zakamarki i zawsze słucham "lokalsów", gdy polecają jakąś miejscówkę, restaurację, itp., ale z drugiej strony nie widzę też niczego złego w zaliczaniu symboli. Ba, sama tak robię, bo zwyczajnie chcę mieć świadomość, że tam byłam i mogę wyrazić swoją własną opinię na temat danej atrakcji. Łuk Wjazdowy w St. Louis? Spoko- byłam na górze, wiem, że nic ciekawego, ale nie żałuję, że odstałam 4 godziny, żeby tam wjechać. Ale też nie pojmuję osób, które wypowiadają się w klimacie: "Jak nie byłać na wieży Eiffel'a, to nie byłaś w Paryżu". Tak jak napisałaś- Malta to nie tylko Azur Window. A z kolei z trzeciej jeszcze strony, kompletnie nie rozumiem ludzi, którzy swoje zwiedzanie opierają tylko na odhaczeniu najbardziej znanych atrakcji i pstryknięciu słitfoci. No ale każdy zwiedza i podróżuje tak jak lubi :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oczywiście, że nie. Malta to piękna wyspa i zawalenie się skały nic tego nie zmieni - ludzie mają tendencję do szufladkowania wszystkiego, nawet miast :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo piękne i magiczne miejsce. Marzę o takich wakacjach. Ta restauracja bardzo ciekawa i nietypowa.

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękne zdjęcia! Chociaż trochę oddają tego klimatu. Wakacje tam to nie lada marzenie każdego.

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku, zanim pobiegniesz dalej, pozostaw po sobie komentarz. Pozwól nam porozmawiać, inaczej ten wpis zostanie zwykłym monologiem. A mi zależy na Twojej opinii!